Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Refleksja - Ideały

poniedziałek, 29 września 2008 11:00
Ideały nie istnieją.

Prawda? Więc czemu bawisz się w utopię. Twoje klocki ustawiają się według twojego planu, nieskomplikowanego zresztą. Po prostu wszystko musi być poukładane w równomierne szeregi <ewentualnie w coś innego, na kształt szeregów>.

Ludzie? Ach, tak ludzie. W twoim teatrze są tylko marionetkami. Nie wzruszaj lekceważąco ramionami. Wiesz dobrze, że to jest właśnie ewenement Twojego postanowienia. Nie, tu nie pomoże budowanie strachu, ogłupianie obywateli i inne nieczyste zagrywki <choćby te cholerne narkotyki, to znaczy tabletki odurzające niepokorne jednostki społeczne>.

Ideały nie istnieją.

Dlaczego więc wierzysz, że twoje idealne państwo pojawi się w przyszłości na mapie świata. Na nieistniejącej jeszcze wyspie, gdzie ulokujesz swoje idealne miasteczko z równie idealnymi mieszkańcami. Domy, wszystkie piękne i doskonale zbudowane będą tak identyczne jak dwie krople czystej wody. Także ludzie. Tacy sami. Nie wyróżniający się z tłumu.

Szczęśliwi?

W twoich oczach widać iskierki szaleństwa. Chcesz dyktować warunki w tej grze? Udawać Boga dla nieuświadomionych jednostek? Kiwasz głową? Ni to przecząco, ni potwierdzająco. Myślisz, że możesz wszystko?

Ha, ha!

Możesz ujarzmić ludzi <nie na zawsze, na szczęście>, ale nie naturę. Próba zmiany biegu rzeki może spowodować zalanie twojej idealnej krainy. Nie rób takich wielkich oczu. Spójrz na swoje dzieło, powiedzmy, z innej perspektywy.

Ideały nie istnieją.


***

Poranek zwykle wyglądał tak samo od czasów przeprowadzki na wyspę. Jan Kowalski, przeciętny everyman, spoglądał w lustro, czując ogromny smutek w duszy. Szukał w swojej twarzy jakiejkolwiek oznaki indywidualności. Broda, zarost, oczy (nie nawet to mu zabrano). Jego spojrzenie, apatyczne i posępne, było tożsame do tysiąca spojrzeń mijanych na ulicy ludzi. Westchnął, zastanawiając się, dlaczego w ogóle przyjechał na „wyspę szczęśliwości", jak głosił kolorowy folder w biurze podróży. Do dzisiaj miał nad łóżkiem przywieszony plakat z owego katalogu. Wyspa była w kształcie koła (idealna figura geometryczna?), zabudowana tysiącem identycznych budyneczków. Ślicznych, białych domeczków (niezależnie od tego, czy posiadłość położona była na wsi, czy w mieście) z czerwonym dachem. I z kominem, od którego trzeba było płacić podatek. Kowalski wypluł resztki pasty do zębów, obmywając usta wodą. Zastanawiał się, dlaczego, na diabła, ma płacić podatek, tak zwany, podymny, skoro w tropikalnym klimacie rzadko używa komina. „Pieprzony ustrój" pomyślał, reflektując się natychmiast. Każdego ranka przeklinał to, że zamieszkał na wyspie. Każdego ranka przypominał też sobie, o zaleconej przez idealnego lekarza, tabletce na uspokojenie. Gdy ją wziął, zapominał o swoich udrękach. Ogarniało go uczucie błogości. Tak, teraz...
Musiał iść do pracy. Tak, musiał, bo za nieobecność w pracy groziło więzienie albo, w wyjątkowych przypadkach, śmierć. „Toż, to absurd" myślał początkowo, gdy tu przybył, ale po zażyciu pastylek idealnego doktora zaczynał traktować to prawo jak coś normalnego. Po prostu zaczął zapominać życie, jakie toczył przed przybyciem na wyspę. Od tego czasu wiele się zmieniło. Nowi przybysze stawali się jawnymi wrogami, a idealna kraina została odgrodzona od świata idealnym, śnieżnobiałym otynkowanym murem. Wszak została już zebrana wystarczająca garstka podobnych do siebie ludzi, którym los nakazał żyć w utopii. Wszystkich jednako skusiła atrakcyjna oferta wakacji. Zostali jednak do końca życia. Autobus zatrzymał się, bez pisku opon, za to z nonszalancją i spokojem. Wysiadł i z kilkoma innymi pasażerami udał się do swojej pracy. Osiem godzin segregowania papierów. Podobno szalenie nudne, ale można się przyzwyczaić. Jak do wszystkiego zresztą. Kowalski wolał nie ryzykować życia. Bał się okazać niezadowolenie, dlatego ze sztucznym uśmiechem zabrał się do roboty. Wiedział, że co pół godziny przychodzą kontrolerzy, by sprawdzić, czy nikt nie oszukuje. Oszustwo było największym przewinieniem. Uważano, że prowadzi do degradacji państwa i śmierci idei. Kowalski nie rozumiał tych pojęć, ale za każdym razem, gdy je słyszał, czuł dreszcze na całym ciele. Podobnie jak wszyscy został zmuszony do słuchania południowej audycji, wychwalającej konstruktora. Genialnego człowieka, który stworzył utopię. Został ukazywany jako bóg, nieomylny, piękny i bez wad. Idealny, cholernie idealny. Audycja była przerwą w pracy. Miało to zapobiec zmęczeniu obywateli, jakoby nie z troski o nich, ale o świetność państwa. Podczas słuchowiska istniała możliwość spożycia malutkiej kanapki. Kowalski czasami korzystał z tej oferty. Było to, volens nolens, urozmaiceniem dnia. Poza tym okrągłe skibki idealnie wypieczonego chleba smakowały doskonale. Tak przynajmniej sądzili mieszkańcy; nie mieli przecież dostępu do rarytasów innych krain. Nawet smaki dzieciństwa zamazały się w jeden. Koszmarna owsianka (czy to na pewno była owsianka, możliwe wszak, że było to coś innego), w dodatku przypalona. Kowalski nie pamiętał lodów, czekolady i naleśników swojej mamy. Nie pamiętał swojego życia przed przybyciem tutaj. Bezmyślnie spoglądał przez okno, w bezchmurne niebo.
- Czas do pracy! - ktoś położył rękę na jego ramieniu, budząc go z krótkiego letargu.
Westchnął i powrócił do układania sterty papierów. Tak minął mu kolejny, idealny (?), dzień.
Wieczorem próbował pisać wiersze. W ciemności. Ze strachu przed inkwizycją. Władca tępił poetów, obawiając się swojego upadku. Kowalski nie wiedział, jak wiersze, notabene o miłości (postromantycznej), mogą zaszkodzić konstruktorowi. Adrenalina towarzysząca tworzeniu stresowała go. Dlatego połykał kolejną tabletkę. I, od czasu do czasu, jeszcze dwie kolejne. Potem usypiał. I śnił o życiu nieidealnym. Aż do następnego ranka... Monotoniczność i wewnętrzny bunt.

A z komina wił się nieśmiały biały dym.

To spalone wiersze zanieczyszczały idealnie rześkie powietrze nutką indywidualności.


***


Każdy, nawet najbardziej banalny szczegół został dopracowany do perfekcji.

Ideały...

Ach, wiesz. Doskonale znasz moje zdanie na ten temat. To dobrze. Wiesz, że nie chciałabym, byś urzeczywistnił swój plan. Wieża z twoich klocków runie szybciej niż myślisz.

Spoglądasz na mnie z zaskoczeniem; zapewne nie rozumiesz, o czym mówię. Idealny błękit twoich oczu wyraża bezwzględne przekonanie o słuszności twoich racji. Milczysz, jak zwykle. Stawiasz kolejny element swojej układanki.

Ideały nie istnieją.

Nocą przyszła wichura. Wiatr wyrwał z korzeniami idealne drzewa. Zimna woda oceanu zatopiła wyspę. W twoich oczach zaczaił się lęk. Drżącymi rękami próbowałeś schwytać spadające gruzy.


Utopia została zatopiona. Idealność wyginęła jak, trywialnie porównując, dinozaury.


A może właśnie teraz jest idealnie?

                                                                         
                                                                                           Ja to ja....


Tym oto sposobem,skończyło się moje kontko bloogowe.
Jeśli zdecyduję się na założenie nowego blooga - dam się rozpoznać...
W stronę moich przyjaciół - pozdrowienia serdeczne ślę...@)-->-->--serceIs.

Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Refleksja - Chciejmy chcieć...

sobota, 27 września 2008 12:06

Okazuje się, że istotnie drodzy Państwo, chcieć to na prawdę wiele. Wykażę się teraz brakiem konsekwencji, który w mniejszym lub większym stopniu charakteryzuje moją osobę, ponieważ zamierzeniem moim było poświecić  refleksję na przywitanie się z Państwem. Miała ona stanowić swoisty wstęp do wielkiego i czasem poplątanego świata moich rozważań i spostrzeżeń, który chce z Państwem dzielić. Chyba czuje tu oddech wychowania na karku, które mówi mi, że gdziekolwiek nie wejdziesz wpierw się ukłoń, nawet w internetowym świecie. Chciałam się, więc Państwu ukłonić i przedstawić z grubsza, bo i kto chciałby czytać, co tam sobie obca baba myśli, moją uwagę jednak przykuł problem bardzo poważny i niesłychanie powszechny. Dlatego też pozwolę sobie na nim skupić Państwa uwagę, a moja autoprezentacje odwlekę nieco w czasie, za czym przemawia również moja skromność.

Poważny problem, jaki mam na myśli, można nazwać dolegliwością społeczną, która dotyka prawie wszystkich niezależnie od wieku, bądź też wykonywanej profesji. O skali tego zjawiska mogę śmiało powiedzieć, że urosło do niebotycznych rozmiarów. Co mam na myśli?

BRAK CHĘCI

Tak, tak drodzy Państwo to nasze z pozoru niewinne „nie chce mi się...", którym tak skrupulatnie uzupełniamy wykonywanie już nawet podstawowych czynności. Na potwierdzenie tej diagnozy przedstawię wyniki mojego małego eksperymentu, który zachwyca swoją prostotą i skutecznością.

A polegał on na przebyciu odcinka od rynku, do pl. Sobieskiego w moim mieście( dla osób niezorientowanych śpieszę z wyjaśnieniem, iż trasa ta nie jest zbytnio porywająca i krokiem spacerowym zajmuje ok. 4min) licząc po drodze zasłyszane, znienawidzone już słowa. Co się okazało? Cztery, czterem osobom, które mijałam tak bardzo się nie chciało..., dopełniając całości odpowiednią mimiką twarzy. Kogoś nie przekonuje ten przykład? Więc proszę czytać dalej, oczywiście, jeśli się Państwu chce. Zagłębiając się w ten problem, spędziłam tydzień na rozmyślaniu, dlaczego ludziom się „nie chce", podjęłam też ten temat przy okazji spotkań z przyjaciółmi.

Wspólnie uświadomiliśmy sobie wagę tego zjawiska. Znalazły się przykłady na brak chęci wśród małych dzieci, którym nie chce się malować kolorowanek i bawić(!), długoletnich bezrobotnych, którym to nie chce się pracować za minimalne wynagrodzenie, więc pozostają na zasiłkach, bo przecież nie dadzą się wykorzystywać. Kolejny przykład to absolutna bierność społeczeństwa, któremu to nie chce się chodzić na wybory, brać udział, w jakich kolwiek akcjach, jeśli nie będą mieć z tej okazji żadnych profitów.
Idźmy dalej -  szkoły to doskonały przykład braku chęci, obniżenie progu zdawalności matur do 30% to wspaniały pomysł, który jest traktowany przez uczniów, jako sygnał do tego, iż mogą obniżyć loty. Wymagamy od nich mniej i dziwimy się, że sami nie przejawiają chęci do osiągania maksymalnych wyników. A dlaczegóż by mieli, nie chce im się. Kolejnym zaobserwowanym brakiem chęci była postać kobiety w oknie przydrożnego domu, która leniwie spoglądała na swojego synka, radośnie podskakującego na widok aut biorących udział w rajdzie. Niestety mamie nie chciało się zejść jak sama stwierdziła, donośnie wydzierając się na dziecko, po to, aby przejść 200 metrów, aby młody pooglądał sobie auta na starcie. Przykładów jest wiele mili Państwo, pewna jestem, że i wy jesteście w stanie przytoczyć kilka z własnego życia. Nie chce nam się i manifestujemy to na każdym kroku nie zastanawiając się nawet, jak zgubny to ma na nas wpływ. Siła sugestii, jeśli będziemy powtarzać ciągle ten okropny i wytarty zwrot to faktycznie albo nie zrobimy tego, do czego się przymierzaliśmy, albo wykonamy to o wiele gorzej. Cytując N.V.Peale „Możesz, jeśli myślisz, że możesz", musimy sobie zdać sprawę jak wiele sytuacji przyciągamy siłą własnego umysłu.
Nastawienie to klucz do sukcesu, jeśli wierzymy w cud, sukces i poprzemy go działaniem to proszę mi wierzyć on nadejdzie. Nawet, jeśli ktoś nie jest urodzonym optymistą lub życie nauczyło go spodziewać się po każdym fałszywego ruchu, niech zechce spróbować. Być może okaże się, że przez wyparcie ze swojego słownika i głowy tej żmii zniechęcenia, osiągnie więcej niż kiedykolwiek się spodziewał!

„Chęć - to jedynie połowa sprawy, ale niechęć - to już, niestety, cała."(Władysław Grzeszczyk)
Chciejmy chcieć drodzy Państwo, ponieważ chęci determinują wszystko!

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Moja pierwsza miłość

sobota, 27 września 2008 10:27

Moja pierwsza miłość
Jest jak jedna
Z gwiazdek na
Ciemnym pięknym niebie
Bez której świat
Byłby smutny i ponury
Moja pierwsza miłość
Jest jak piękny zimą las
Na który padł
Pierwszy promyk słońca
Moja pierwsza jedyna...
Czy taka istnieje?


Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Umorusany wrzesień

czwartek, 25 września 2008 18:11
Jest wrzesień,jest ciemno i groźnie
                                            i wietrznie
i sercu bez sensu do Kogoś tak
                                             spiesznie
i puste kieliszki i pusto przy stole
i jesień bez sensu też przyszła
                                          nie w porę
pociagi już jadą,już listy przychodzą
na przekór wszystkiemu dzieciaki się rodzą
(a i rosną też)
lecz jesień tak pachnie posępnie
                                                  jak śmierć
więc na co potrzebny ode mnie
                                                Ci wiersz?
Jest cicho,jest głucho i w gardle 
                                                coś ściska
noc z wolna zaciera i imiona
                                           i nazwiska
po szybie kropelki - to deszcz się
                                                rozpłakał
jak gwiazda z warkoczem rozbłysła
                                                 zapałka
samochody i ludzie jak kury 
                                           zmoknięte
litery jak perły ktoś w szereg nanizał
i czarne i smutne i blade i drżące
czekają na lata gorące miesiące
lecz jesień tak pachnie posępnie 
                                              jak śmierć
więc na co potrzebny ode mnie
                                              Ci wiersz?

               





                               







Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Komentarz dla Wibo

środa, 24 września 2008 18:55

Nie uprosiłam Wp,by pozwoliła mi wejść do Ciebie.
Wobec powyższego,zapraszam po odbiór komentarzyka.

Wibosiu kochany
Jak nas nie rozgrzejesz
To pozamarzamy.


Może być cós na taką modłę -

Tańcowała Polka
I chłpoków kielka
Pocekajta wszyscy
Niech się Polka wyj....y

Uchowej mnie Panie Boże - nie deryguję:O))

Pozdrawiam serdecznie...Ismena:-)@)-->-->--:-]


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Opłakane skutki spóźnienia

środa, 24 września 2008 15:56
Iwona skończywszy trzydziestkę, jak wiele kobiet zaczęła zastanawiać się nad macierzyństwem. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy, że tak miłość jest jej potrzebna. Nie żeby nie lubiła dzieci, uwielbiała je, sama była jedynaczką (trochę zaborczą), lecz najpierw chciała zrobić karierę. Być może włączył się zegar biologiczny. Cóż z tego, skoro jej mąż ( troje rodzeństwa), nie chciał na razie słyszeć o dziecku. Ich rozmowy na ten temat zawsze kończyły się tymi samymi słowami : „ mamy jeszcze czas". Przestała go więc na razie naciskać.
Podczas, gdy ona zwolniła tempo pracy, on dostał awans, pracując teraz jeszcze więcej. Mieli coraz mniej wspólnego czasu.
Iwona wróciła do swojej pasji czytania. Kiedy była nastolatką zgromadziła zbiór romansideł, który posiada do tej pory. Sięgając po kolejne powieści, które wręcz połykała, przenosiła się do innego świata. Lubiła razem z bohaterkami przeżywać zauroczenie kimś, dopiero co poznanym lub przeciwnie odkrywać na nowo w swoim mężu, gorącą namiętność trochę przygasłą przez małżeńską rutynę. Robiła się niespokojna jedynie wtedy, gdy na stronach powieści pojawiała się zdrada, a że z natury była energiczna, natychmiast wynajdywała sobie dodatkowe zajęcia zagłuszające wkradający się niepokój ...
Oni sami byli młodzi, a zachowywali się jak stare małżeństwo. Musi coś zrobić. Nie będzie się go więcej pytać czy jest już gotowy na to by zostać ojcem, ona była gotowa
Uprzedziła Marka, że w środę wieczorem będzie czekała na niego z uroczystą kolacją i butelką dobrego wina.
- W środku tygodnia?! - zapytał zdziwiony patrząc na nią podejrzliwie - Chyba nie zapomniałem o rocznicy ślubu ...
Iwona w odpowiedzi przewróciła tylko oczami.

Nie lubiła spóźnień, dzisiaj wyjątkowo jednak cieszyła się, że Marka jeszcze nie ma. Nie mogła ze wszystkim zdążyć. Jej mąż jak w każdą środę miał konferencję , z której nie przychodził wcześniej niż o 19.00, a jej jak na złość szefowa kazała zostać dłużej wpracy.
Wybiła pełna godzina, a ona miała jeszcze papiloty we włosach i nie była przebrana. Kończąc sałatkę spoglądała z niepokojem na drzwi wejściowe. Zdawało jej się, że Marek wejdzie w każdej chwili.
Po kilkunastu minutach weszła do pokoju z białym obrusem. Na samym środku stołu postawiła bukiet z kwiatami, a potem talerze, sztućce, sałatkę, butelkę wina, lampki do niego i na końcu gorącą pieczeń w plastrach. Stanęła krok od stołu żeby zobaczyć efekt końcowy. Spodobał jej się. Zerknęła na zegar i pobiegła do łazienki.
Wróciła z rozczesanymi włosami. Loki luźno dyndały jej po obu stronach głowy. Usiadła przy stole. Za chwilę wstała i podeszła do szkatułki z biżuterią. Włożyła naszyjnik, który dostała w poprzednią rocznicę ślubu. Usiadła z powrotem przy stole. Wreszcie mogła się odprężyć.
Rozejrzała się. Miała ochotę na lampkę wina, ale wolała poczekać na męża. Zaraz powinien przyjść.
Po trzydziestu minutach dreptania pomiędzy kuchnią, łazienką, a pokojem jej entuzjazm trochę opadł. Próbowała zająć się czymś konkretnym, ale jej się nie udawało. Nienawidziła takich chwil, lecz nie mogła dopuścić do tego, aby spóźnienie Marka zepsuło uroczystą kolację. Wolała już przenieść się do literackiego świata z jej ulubionych romansów.
Wyjęła ze swojej torebki HARLEKINA i zaczęła czytać. Jednak zamiast do sypialni, akcja powieści nieoczekiwanie przeniosła się gdzie indziej. Widocznie bohaterka chwile miłosnych uniesień ma już za sobą - przynajmniej ze swoim mężem, okazało się bowiem, ą ją zdradza. Głupia i ślepa gęś. „ Ja z pewnością wyczułabym wcześniej, że mąż mnie zdradza..."
Niepostrzeżenie do jej głowy wkradła się trująca myśl. Iwona kilkakrotnie zmieniała pozycje na krześle. Zrobiła się jakaś niespokojna. Popatrzyła przed siebie.
- Dlaczego właściwie ty się spóźniasz ? - powiedziała na głos nerwowo odkładając książkę.
Poszukała w torebce swojego telefonu komórkowego i wybrała numer Marka.
- Odbierz , proszę cię.
Nie odebrał. Odłożyła telefon, by za chwilę wziąć go z powrotem. W książce telefonicznej poszukała numeru do jego biura. Jest. Zadzwoniła do sekretariatu. Tu również nikt nie odpowiada.
- Jeżeli konferencja się skończyła to gdzie ty jesteś ?!
Kręci się w kółko, nagle przystaje.
- Chyba nic ci się nie stało? Marek zadzwoń i daj znać...
Poszła do kuchni napić się wody mineralnej, kiedy wróciła ponownie dzwoni do męża.
- Co ?! - krzyczy do słuchawki- Poczta głosowa?! Miałeś czas żeby włączyć pocztę, a nie miałeś czasu poinformować mnie gdzie jesteś ?!!! A może ty wcale nie jesteś w pracy tylko u jakiejś kobiety ?!
Wyłączyła telefon i niedbale rzuciła go na kanapę. Chodzi po pokoju tam i z powrotem. U kobiety ... Nie, to niemożliwe. Zaraz, zaraz, od kiedy zaczęły się te czwartkowe konferencje... od jakiś dwóch miesięcy. Bzdura, przecież to niczemu nie dowodziło. To dlaczego jest taka zdenerwowana? Mogłaby zadzwonić do jakiś jego kolegów, ale czułaby się poniżona. Usiadła i zaczęła głęboko oddychać. W myślach analizowała zachowanie męża w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy. Był jakiś nieswój, a poza tym ... zbladła. Nie miał ochoty na seks. Początkowo tłumaczyła to stresem w pracy. Mówił, że doszły mu jakieś nowe zadania. Miał na myśli pracę biurową czy pracę łóżkową?
- Muszę się napić ! - stwierdziła i wyszła do kuchni.
Przeglądała meble w poszukiwaniu korkociągu.
- Oczywiście! Nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny!
Trudno. Poradzi sobie inaczej. Próbowała nożem, widelcem, szpikulcem do mięsa i drutami do robótek ręcznych. Poszło dopiero przy trzecim drucie, który leżał na polu chwały wygięty w kąt prosty. Iwona nalała sobie połowę lampki i od razu ją wypiła. Przez chwilę wpatrywała się bezmyślnie przed siebie, a potem wzięła telefon do ręki i wybrała numer Marka. Kiedy tuż po pierwszym sygnale odebrała jakaś kobieta, była zbyt zaskoczona żeby coś powiedzieć. Spróbowała ponownie. Znowu odebrała jakaś kobieta.
- Ty naprawdę kogoś masz ? - pisnęła żałośnie wycierając łzy.
Nalała sobie sporo wina i znowu wypiła. W głowie zaczęło jej lekko szumieć. Zadzwonił telefon komórkowy. Zaczęła biegać po pokoju w jego poszukiwaniu , a kiedy miała go już w ręce była tak podekscytowana, że nie potrafiła nacisnąć odpowiedniego guzika.
- Halo ! - krzyknęła, gdy udało jej się wreszcie odebrać.
- .....
- Mama ? - nie potrafiła ukryć rozczarowania.
- .....
- Nie ma go, jeszcze nie przyszedł.
- .....
- Nie, wciąż czekam - Iwona popatrzyła na pieczeń, choć było zimne poczuła głód - ale to dobry pomysł.
Zaczęła podskubywać mięso i wkładać je do ust.
- .....
- Nie jesztem żła - powiedziała spokojnie.
- .....
Iwona przełknęła i odpowiedziała.
- Miałam pełną buzię, nie jestem zła !
Przysunęła sobie butelkę i nalała do kieliszka.
- .....
- Nie popijam ! Jestem trzeźwa jak świnia ...
- .....
- Nie przyjeżdżaj. Zadzwonię później, pewnie Marek nie może się do mnie dodzwonić. Pa.
Bardzo chciała w to wierzyć. Wpatrując się w telefon sączyła wino. Oczyma wyobraźni już widziała Marka w ramionach innych kobiet : sekretarki, sąsiadki, koleżanek z biura. Poczuła w żołądku nieprzyjemne ściskanie. Tak się cieszyła na ten wieczór, a on okazał się fatalny.
- Przestałeś mnie kochać ? - pytanie skierowała do pustej lampki, po czym znowu sobie nalała - Od dawna mnie zdradzasz?
Podeszła do barku i wyjęła papierosy. Diabeł podsuwał jej szatańskie scenariusze. Przed oczami miała coraz bardziej wyraźne obrazy. Marek przytulający się w windzie do sąsiadki, Marek całujący koleżankę w kinie, aż wreszcie Marek uprawiający seks w sekretariacie. Zaszumiało jej w głowie.
- NIENAWIDZĘ CIĘ ! - słowa wyrzuciła z siebie razem z dymem papierosowym, poczym zgasiła niedopałka w mięsie.
Resztę wina wlała do szkła. Poczuła zamroczenie alkoholowe. Wypiła połowę kieliszka i cisnęła nim o ścianę. Na dywanie, kanapie i ścianie został czerwony ślad.
- JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ ?! NIENAWIDZĘ CIĘ !!!
Na chwiejnych nogach podeszła do segmentu i z najwyższej szafki wyjęła walizę. Gorączkowo wrzucała do niej rzeczy Marka: ubrania, płyty, książki. Wreszcie zmęczona usiadła po turecku i zaczęła płakać. Opiera głowę na niedomkniętej walizie i zasypia.

Klucz zachrobotał w drzwiach.
- Kochanie wróciłem !- zabłocony i poturbowany Marek wszedł prosto do łazienki - Nie uwierzysz co mi się stało ! Napadli na mnie, zabrali portfel i komórkę. Wiem, mam szczęście, że nic mi się nie stało, ale i tak jestem wściekły.
Wchodzi do pokoju i natychmiast kuca przy leżącej żonie.
- Iwona, co ci się stało?!
Mężczyzna nachyla się mocniej i wącha żonę.
- Ty piłaś ?
Iwona trochę zamroczona podnosi głowę i patrzy na męża.
- Rozwód będzie z twojej winy - powiedziała. Położyła się z powrotem i głośno chrapnęła.

Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wystarczy chwilka

wtorek, 23 września 2008 18:00

Wystarczy chwilka nieuwagi,wystarczy kliknąć na oko i masz babo placek - około piędziesieciu komentarzy poszło w lufta WP.

Nie chodzi mi o ilość,chodzi mi o słowo od Przyjaciół.

Niestety,komentarzy w żaden sposób nie da się odzyskać. 

Przepraszam Was za moje gapiostwo.

 

Ty moja duszko gdzie byłaś?

Gdy te głupoty czyniłam...

Wczoraj cię postraszyłam...

Dziś spuszczę lojty jak nic!;0))


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

***

wtorek, 23 września 2008 10:53

                  ***

Za szybą lodem zdobiną

witrażem kwiatów oszronioną

w twórczej weny mroku

z łzą lodową w oku.

Siedzi pani z lodu

jej serce szronem przenika

a w oczach blask zanika

patrzy i czeka.

I jeszcze ta odległa muzyka

topi w jej sercu lodu płomyka

lecz i to w dal ucieka

bo dusza ogarnięta

bezmiarem bezsensów

dni pełnych lęków

lodowym chłodem owiane

lodowa pustka pozostaje

w lodowym sercu

lodowej pani

łzami lodowymi zalanej.

 

Brrrrrrrrrr - zimno dziś u mnie.

Jak się ociepli - da się zauważyć.


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sam na sam z Duszą

poniedziałek, 22 września 2008 10:16

 

                      

 

Nic się nie stało!Zerknij przed siebie!

Dom się nie spalił,auta nie skradli...

Cicho,bezpiecznie,spokój jak w niebie.

Co się tak trzęsiesz?A niech to diabli!

 

 

Tyle lat razem już przeżyłyśmy,

Miałaś okazję na mnie narzekać.

Z różnych opresji wychodziłyśmy

Jakoś nie chciałaś wtedy uciekać.

 

 

Pamiętasz gdy się w tłumie zgubiłam

Podczas odpustu,jako brzdąc mały?

Boże,jak ja się tam przeraziłam!

A ty?Siedzialaś we mnie czas cały.

 

 

Na pierwszej randce z jakiejś przyczyny

Serce tupało jak stado jeży,

Gdym utonęła w oczach chłopczyny,

Ty ani drgnęłaś - trudno uwierzyć!

 

 

Albo na studiach,gdy sesja była

I mnie gnębiły całki,różniczki,

Mózg panikował,ręka tańczyła...

A ty?Siedziałaś z gracją księżniczki!

 

 

Gdy przed ołtarzem śluby składałam,

Zdawałam placyk na prawo jazdy,

Pierwszy raz w życiu Iłem leciałam...

Przeżyłaś dzielnie przypadek każdy.

 

 

Teraz,gdy wiosen przybyło trochę

Z byle powodu - mój dobry Boże!

Na ramię włazisz jak pisklę płoche!

Wracaj do środka - bo ci przyłożę!

 

 

Komentujących ten wiersz przepraszam serdecznie.

Przez moją nieuwagę skasowałam komentarze.

Kliknęłam tu i tam i po "ptokach".

Jeszcze raz przepraszam.

O matko! - narobiło się...skasowałam komentarze z całej strony!

Ach te emocje!

 

 


Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ja...

sobota, 20 września 2008 12:53

Deszcz spadł dziś rano

obudziła mnie zimna chmura

łaskocząc w ramię chłodnym

                                powiewem,

a wiatr uczesał mi włosy

i jakoś wstać musiałam

i podnieść się po nocy

pełnej marzeń

i znów stać się kobietą

po tym,jak zmyję makijaż,

rozczeszę włosy

i staję się nijaka

zwykła jak szara gazeta.

Małe kropelki deszczu spadły

na moje czoło

i musiałam się obudzić ze snu,

w którym byłam prawdziwa.


Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  423 850  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: