Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Powitanie...

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 10:03
Już lato z jesienią się wita,
Chłodniejsze, dłuższe noce.
Już blasku dniom ubywa
i z drzew uciekają owoce

Choć chłopców śniade torsy
(I spodnie co tak nisko),
Wciąż kuszą dziewczęta wkoło -
Już do "jesionki" blisko.

Jeszcze nam na powietrzu
Smakuje zimna cola,
Lecz już chłodniejszy wieczór,
Już jesień kroczy przez pola.

Jeszcze sierpniowe lody
Liżemy jak najęci,
A tam - bez naszej zgody
Złota panna się kręci...

Już lato z jesienią się wita,
Symptomy zbliżenia pierwsze...
Cóż - tak co roku bywa,
Więc witam jesień wierszem...

Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Trudne rozmowy...

sobota, 29 sierpnia 2009 13:42

Spotkanie...

 

Zadzwoniła do mnie dawno nie widziana znajoma i prosiła mnie o spotkanie. Z rozmowy telefonicznej wynikało, iż  Ania ma poważne problemy i chce się nimi ze mną podzielić, a  nawet zasięgnąć mojej porady. W tydzień po naszej rozmowie telefonicznej,  doszło do naszego spotkania. Usiadłyśmy w parku i pomimo zdenerwowania Ani, poprosiłam ją o wyrzucenie z siebie wszystkiego, co ją dręczy.

 - Kochana, rozmawiasz z martwą  osobą. Umarłam około sześciu tygodni temu. Myślałam o tym, by popełnić samobójstwo, ale wtedy zrozumiałam, że to niepotrzebne, gdyż jestem już martwa.

Pomyślałam…Ania popadła w poważną depresję i próbuje w ten sposób zrobić na mnie wrażenie, że jest z nią bardzo źle. Sukces. Jestem pod wrażeniem.

- Aniu, przejechałaś do mnie sto kilometrów z jakiegoś powodu. Zacznij…

- Nie wiem, gdzie jest jej początek.

- Zacznij po prostu, to nie ma znaczenia od czego zaczniesz.

- Od początku naszego małżeństwa prowadzimy życie rolników. Żyje się nam dobrze. Nie jesteśmy dla siebie wszystkim, ale dobrze współpracujemy. Otóż, Boże, jakie to banalne, sześć tygodni temu spotkałam  Tomasza. Przebywał w sąsiedztwie i podjechał pod nasz dom, szukając mostu. Powiedział, że jest fotografem i otrzymał zlecenie na zrobienie zdjęć starych mostów, które są w naszej okolicy. Byłam wtedy sama w domu. Mąż wyjechał z dziećmi do rodziny. Spójrz na mnie, jestem żoną rolnika. Byłam w  mojej starej sukience. Mam 45 lat, spójrz na moje ręce, popatrz na moją twarz. Widzisz jak wyglądam?

- Myślę, że dla Tomasza wyglądałaś świetnie.

Ania wybuchnęła płaczem. Oczywiście, że wyglądała świetnie dla Tomasza. Była przystojną kobietą. Nawet bez makijażu fotograf mógł dostrzec to w jednej chwili. Zauważyłam, że uczyniła wysiłek, by również dobrze wyglądać dla mnie.

Cokolwiek chciałaby zrobić w życiu, jej wygląd zawsze był jej atutem. Pozwoliłam jej płakać przez kilka minut, a potem przerwałam. Cierpiała, ale zbyt długi płacz nie był dla niej dobry. Łzy mogły zabrać jej zbyt wiele czasu. Jeśli płacz był jakimś rozwiązaniem, nie miałaby powodu, by przyjść do mnie. Zatem powinna powiedzieć mi, jak mam jej pomóc, by poczuła się lepiej.

- Powiedz mi, co było dalej, możesz płakać tutaj, ale jesteś tu, abym ci pomogła.

- Wstydzę się.

- Opowiedz mi o tym.

- To krótka opowieść. Zakochałam się w nim. Byliśmy ze sobą cztery dni. On odszedł. A ja jestem martwa.

- Czy wypędziłaś go?

- Nie mogłam z nim odejść. Myślałam o tym. Chciałam tego, lecz nie mogłam zostawić męża, moich dzieci. Jak mogłabym? Nie wiem, jak ktoś inny mógłby to zrobić.

Po tej wypowiedzi, zobaczyłam najstarszy konflikt świata – konflikt między lojalnością a miłością. Ania była rozdarta pomiędzy dwoma wartościami. Nie było nic, co mogłam zrobić natychmiast, by pomóc jej go rozwiązać. Tylko czas mógł to zrobić. Ja mogłam pomóc Ani w przyjrzeniu się problemowi. Co mogłoby jej pomóc w robieniu czegoś satysfakcjonującego podczas oczekiwania na zmianę perspektywy postrzegania konfliktu.

- Było ci ciężko, lecz zostałaś z mężem. Następnie wybrałaś  przyjście tutaj. Doceniam to, bo żaden z tych wyborów nie był łatwy.

- Zgadza się. Zastanawiam się teraz, po co tutaj jestem? Czy ma sens przypominanie sobie tego wszystkiego raz jeszcze? Było, minęło, on zniknął. Nie przyszłam tutaj po to, byś powiedziała mi, jak być z nim znów.

Wiedziałam, że Ania na długo przed spotkaniem z Tomaszem, była nieszczęśliwa w życiu. Nie powiedziałam jej o tym, lecz zachowałam to w pamięci. Gdy tylko zaczęła mówić, przestała płakać. To dobrze. Ania zadała mi bardzo ważne pytanie:

- Co możesz zrobić? Musiałam jej odpowiedzieć.

- On odszedł przed sześciu tygodniami. Ty nie byłaś w stanie nikomu powiedzieć o tym, co się stało. To bardzo boli. Potrzebujesz o tym mówić. Tak długo jak mówisz, słuchasz i myślisz, mogę tobie pomóc.

To była prawda. Tomasz nie był przeszłością. Był całą teraźniejszością. Mogłam jej pomóc tak długo, jak myślała, mówiła, słuchała. Uważam, że bardzo ważne jest powiedzieć o tym tak szybko, jak tylko się da.

- Lecz ja czuję się beznadziejnie. Czuję się martwa.

- Pomyśl, że mogłabym sprawić, że to wszystko,  co zdarzyło się między tobą i Tomaszem, znikło by. Znów stałabyś się tą samą kobietą, w tym samym małżeństwie, na tej samej roli, jaką byłaś, zanim go spotkałaś. Czy mam to sprawić?

Mimo że czuła się źle, zakładałam, że w tym, co się zdarzyło, było coś dobrego. Jeśli Ania czuje się martwa, w końcu nie zmarła na próżno. Jeśli powie mi, że nie żałuje tego co się stało, a ja nie będę krytykować jej za to, co zrobiła, zrozumie, że jestem po jej stronie. Jeśli zdarzyło się coś dobrego, to jest w jej przeszłości.

- Nigdy nie zapomnę tamtych czterech dni. To były najwspanialsze dni w moim życiu. Nawet nie myśl o tym, abym mogła to zapomnieć.

- Miałam nadzieję, że tak było. Takie rzeczy się zdarzają i zwykle jest w tym coś dobrego. Gdyby tak nie było, nie byłabyś taka smutna. Czasem porzucona kobieta jest tak wytrącona z równowagi, że nie dostrzega w tym co się zdarzyło niczego dobrego. Czasem nienawidzi siebie. Uważam, że to, jak się czujesz po tym, co się zdarzyło, jest lepsze dla ciebie. Mówisz, że jesteś martwa, lecz, gdy mówisz o nim, wyglądasz na żywą.

- Gdybym nie myślała o nim, umarłabym naprawdę. Myślę o nim przez cały czas. Wciąż go widzę, czuję. Dlatego tak boli mówienie o nim. Wiedziałam, że jeśli się spotkamy, będę musiała o nim mówić. Bardzo też tego chciałam.

- W tym miejscu zobaczyłam dokładnie myślowy komponent  zachowania depresyjnego. Czy Ania mogła normalnie myśleć, czując się tak jak teraz?

- Aniu, nie zostaliśmy stworzeni do samotności. Wspólna rozmowa może ci pomóc.

Po tym, co powiedziałam, zaczęła wyglądać na trochę bardziej zrelaksowaną. Zrozumiała, że może mówić mi o nim i czuć się bezpiecznie, gdyż nie będę jej osądzać. Może spostrzegła rzeczy w trochę lepszym świetle, chociaż na próbę. W ten sposób mogła myśleć choć trochę jaśniej. Mniej skupiała się na swoim cierpieniu.

- Jest to historia jak z bajki. On zmienił ciebie w księżniczkę, a teraz znów masz być żabą.

- Dokładnie tak. Tak długo byłam żabą, że przestałam mieć nadzieję, że będę księżniczką. Tomasz przyszedł się napić wody i zaczął ze mną rozmawiać, a ja nagle stałam się księżniczką. W moim domu wszyscy jesteśmy żabami. Przez cały czas słychać rechot: rechot to hektary, rechot to dzieci, rechoczemy o cenach zboża, sprzedaży traktora, o szkole dzieci. Tomasz rozmawiał ze mną, interesował się mną, wciąż chciał się ze mną kochać. Nie wiedziałam, że tak może być. Nie znałam takiej miłości. On miał swoje życie – podróżował z aparatem. Pojechałam z nim fotografować most. Kiedy robił zdjęcia, zasięgał mojej rady. To było wspaniałe być czymś więcej niż parą pracujących rąk. Nie potrafię wyrazić tego, jak cudownie było żyć przez tych parę dni. Boli to, że wyjechał. Mogę tak żyć dalej, ale co to da? On wyjechał, a ja jestem martwa.

Rozumiałam jej ból. Lecz zajmowanie się nim przyniosłoby jej więcej złego niż dobrego. Rechot jest dźwiękiem, który ma moc. Siła tego dźwięku dodaje odwagi. Ja chciałam odkryć jej drogę do nadziei. Pokazać jej, że nawet w tej bolesnej sytuacji istnieje dobry wybór.

Nie da się zmienić tego, ani co Ania zrobiła, ani tego, co zrobił Tomasz. Można jednak nadal wybierać, jak najlepiej zachować się w aktualnej sytuacji. Chciałam odnaleźć to, czego pragnie Ania teraz, co dałoby jej poczucie kontroli, coś, co zależy tylko od niej i czego nikt nie może jej zabrać. Jest to sposób na przejście przez konflikt. Zamiast skupiać się na konflikcie, znaleźć coś, co nie jest częścią konfliktu. Skupienie na innej możliwości da jej czas i prawdopodobnie trochę nadziei. W ten sposób konflikt może zostać szczęśliwie rozwiązany.

Czas płynie i pozwala zapomnieć o sprawach, które przestały być ważne. Ale teraz musiałam pokazać jej, że w jej życiu jest – poza konfliktem – jeszcze coś ważnego.

- Aniu, pomyśl przez chwilę, czemu wybrałaś to, by spotkać się ze mną? Wiedziałaś, że nie cofnę tego, co się stało.

Zapadła długa cisza. Ponieważ słowu „wybrałaś” nadałam pozytywne znaczenie, zasugerowałam jej, że dzwoniąc do mnie, dokonała dobrego wyboru. Teraz już mogłam pokierować rozmową, by zauważyła, co dobrego dzieje się z nią. Nie wiedziałam z góry, jak to nazwać. Czekałam, by Ania coś powiedziała.

- Przyszłam tutaj, gdyż miałam coś do powiedzenia. Wiedziałaś o tym, że powinnam to komuś powiedzieć. W moim otoczeniu nie mam nikogo takiego, kto mógłby zrozumieć, dlaczego to zrobiłam. Nie jestem pewna, czy jesteś sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo czułam się zahamowana. Przez cztery dni w moim domu szalał żywioł. Gdy wrócił mój mąż, wszystko zlodowaciało na nowo. Próbowałam znieść to, stawić temu czoło, lecz nie mogłam. Byłam jak zombie. Mąż wiedział, że coś się stało, dzieci też coś wyczuwały. Nie mogłam tego wytrzymać. Nie liczę na cud. Przyjechałam do ciebie i będę zadowolona, jeśli pozwolisz mi ponownie być żabą.

- Zgadzam się, powinnaś mówić nie tylko o tym, co spotkało cię z Tomaszem. Gdybyś przyjechała do mnie rok temu, o czym wtedy mówiłabyś?

- Nie przyjechałabym rok temu. Żaby nie potrzebują terapii.

Żaby nie potrzebują terapii. Dobrze. Następna iskra życia. Sądzę, że zaczynamy odchodzić od „ściany płaczu”.

- Mylisz się co do żab. Z wieloma z nich rozmawiałam i nie potrafiłam im pomóc. Jeśli przyjechałaś do mnie, znaczy to, że dalej chcesz być księżniczką. U mnie jest miejsce dla księżniczek, szczególnie dla tych nieszczęśliwych.

- Dla mnie nie ma miejsca nigdzie na świecie. Świat zniknął razem z Tomaszem.

- Świat zniknął? Nie jestem tego pewna. Jeśli wrócisz do domu i okaże się, że twoją córkę potrącił samochód i leży w szpitalu, albo twój syn powie ci, że jego dziewczyna jest w  ciąży, czy, westchnąwszy, powiesz im, że świat zniknął? Aniu, świat istnieje. Tym co może zniknąć, jest twoje małżeństwo.

- Dlaczego mówisz mi, że powinnam opuścić męża?

- Mówię ci, że powinnyśmy przyjrzeć się twojemu małżeństwu. Ty przyjrzałaś się swojemu związkowi podczas czterech dni pobytu z Tomaszem – gdy tylko on pojawił się w drzwiach. Przyjechałaś tutaj rozmawiać o swoim małżeństwie i pora zacząć.

Sądzę, że możemy pójść naprzód wtedy, gdy Ania uważniej przyjrzy się swemu dotychczasowemu życiu. Wie już, że jeśli ma pozostać z Jankiem, ich małżeństwo musi się zmienić. Zmiana w małżeństwie nie oznacza końca. Dla obydwojga będzie lepiej, gdy Ania powie mężowi, że tak, jak do tej pory, dłużej być nie może.


- Dzieci potrzebują ojca.

Świetnie. Zatem zaakceptowała zaproszenie do rozmowy o relacji z mężem. O tym, nad czym ma jeszcze kontrolę. Rozmawianie o sprawach, nad którymi nie ma już kontroli, byłoby stratą czasu. Nawet gdybyśmy się miały więcej nie spotkać, ponieważ zawarłam z nią umowę, powinnyśmy zrobić jak największe postępy w możliwie krótkim czasie.

- Wszystkie dzieci potrzebują matek i ojców. Lecz nie potrzebują ich razem, jeśli oni nie są ze sobą szczęśliwi. Pomyślałaś już o tym. Przyszło ci to do głowy, że było by lepiej, gdybyś znikła z ich życia, odchodząc z Tomaszem.

- Miałam taką fantazję, lecz wiesz, że nigdy nie mogłabym z nim odejść. Nie mogłabym zostawić męża i dzieci. Powiedziałam ci, nie mogłabym.

- Nie twierdzę, że potrafiłabyś to zrobić. Powtarzam tylko twoje myśli. Przez chwilę twój umysł otworzył się na tę możliwość. Lecz Tomasz zniknął. Czy wszystkie możliwości znikły z twojego życia wraz z nim? Czy po sześciu tygodniach od tamtego zdarzenia naprawdę wierzysz, że wszystko mogłoby być tak jak przed nim?

- Cóż jeszcze mogę zrobić? Z jakiego powodu miałabym odejść? Nie było w tym winy Janka, że Tomasz zapukał do drzwi.

- Nie mówmy o powodach do odejścia, porozmawiajmy o argumentach za pozostaniem. Co łączy cię z Jankiem?

- Jesteśmy rodziną, mamy dzieci.

- A teraz w twoim stanie, kim ty dla nich jesteś?

- Prawie nikim, martwą kobietą, zombie.

- Przepraszam, przez chwilę zapomniałam, iż jesteś  martwa. Zaczęłam mieć nadzieję, że pomyślałaś o nowym życiu. Aniu, gdy ludzie przychodzą i  twierdzą , że żyje im się źle, staram się pomóc im w odkryciu lepszego życia. Gdyby wszystko było w porządku w twoim małżeństwie, nie poszłabyś do łóżka z Tomaszem. On nie był wędrownym uwodzicielem. Zrobił to, gdyż odczytał z twojej twarzy, że nie jesteś szczęśliwa w życiu. Zauważył to od razu. A ty zauroczyłaś się nie tylko Tomaszem, ale też ideą nowego życia. Tomasz odszedł. Czy potrafisz żyć bez wyobrażenia o nowym życiu?

- Jesteś okrutna.

- Czemu tak uważasz?

- Nęcisz nadzieją na nowe życie. Czuję się bardziej gotowa umrzeć, niż myśleć o nowym życiu. Mówisz o tym tak, jakbym mogła cały mój ból odrzucić jak łupinkę od orzecha. Przecież ja potrafię zaledwie przetrwać jeden dzień – nawet nie wiem, co zrobić na obiad. Nowe życie ma dla mnie takie znaczenie jak widok ciemnej strony księżyca.cdn...

 

 


 

 

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Odłamałam gałąź miłości

piątek, 28 sierpnia 2009 12:26


odłamałam gałąź miłości
umarłą pochowałam w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem

- Halina Poświatowska

Bardzo cenię twórczość poetki Haliny Poświatowskiej.
Jej wiersze są specyficzne - zawieszone miedzy życiem a śmiercią, miłością a tęsknotą. Pełne emocji i pasji, dają do myślenia. Warto do nich wracać, odkrywać na nowo. Poetka żyła krótko, ale intensywnie. Nie pisała o niczym wielkim i niezwykłym. Ale jej twórczość jest pięknym świadectwem walki o szczęśliwe życie w cieniu śmierci.

Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Raz na wozie, a raz pod...

czwartek, 27 sierpnia 2009 10:52

Raz na wozie, a raz pod…

 

- babciu, babciu, co to jest?

- gdzie?

- podskakuje po dywanie i zaraz  wskoczy pod łóżko.

- babciu, to skacze jak żabka.

Zobaczyłam małego, czarnego, niezgrabnie i bardzo nisko podskakującego stworka, który w żaden sposób nie przypominał żabki. Owo czarne rzeczywiście szukało jakiegoś zakamarka i na myśl o tym, że może się w jakimś kątku zadomowić, stałam się szokowo nie zdatna do jakiegokolwiek czynu lub decyzji.

- babciu, dawaj śmietniczkę i na pole z tym…

- o tak, na śmietniczkę , na podwórko, byle dalej od łóżka.

Po wyniesieniu  pstryknęłam  skoczkowi fotkę, a ogół zdecydował o umieszczeniu czarnego w piwnicy przeznaczonej na węgiel. A co tam, niech sobie żyje swoim życiem, byle mi po mieszkaniu nie urzędował.

 

Może pomyślicie, że w moim domu mieszkają  wszelkiej maści  niezidentyfikowane i groźne okazy. Myślcie sobie moi drodzy, co wam tylko na myśl przyjdzie.  Ja wiem, że dobrze jest, gdy czasem coś człowieka postawi  do pionu. Jeśli o mnie chodzi, częściej przebywam w pozycji embrionalnej, więc mi nie zaszkodzi, gdy od czasu do czasu  wyskoczę  na  wóz.

 

 

                Stworzonko w całej okazałości.

            Fotka z komórki, wiec jest jaka jest...

 

 

          Proszę zwrócić uwagę na boczne skoczki,

   a na pewno uda się wam zidentyfikować pięknisia:)

                   

                   Kto wie? Paluszek do góry!

 

Pozdrawiam serdecznie... milusiego dzionka życzę:)))


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

szczękoczułek

środa, 26 sierpnia 2009 15:04
Dziś poruszać się nie mogę,
bo mi nogogłaszczek oplótł nogę.
Tylko czemu w środku nocy
i dlaczego właśnie ja -
pozwoliłam ujść przędnemu?
Cóż, kądziołek już tak ma!


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dłuż się lato przez marzenia...

wtorek, 25 sierpnia 2009 10:35
Bałtyk w Łazach 2007r.













znów mi się marzy kawałek plaży
zamek spocony od skwaru
i brzdąca twarz
książka a w niej gorący wiersz
gdy mi się zdarzy
przygarnę do siebie brzdąca
poetę przytulę też

Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jesień za zakrętem

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 8:52
jesienny dzień
gdy liści cień
kończy się
czerwone liście spadają
cieszą mnie
jesienny dzień
doskonalszy o nowy świat
czy to ważne ile masz lat?
jak dziecko chcę tego dnia
kasztanów
i kolorów
jak dziecko babie lato gonić chcę
ten jesienny dzień
taki piękny dzień
gdy kolejny raz
upływa czas
szumi las
w jesienny dzień

Halszko miła, nie przywołuję jesieni.
 Obłaskawiam ją, troszkę się jej podlizuję,
bo pomimo całego jej uroku,nie mam na nią ochoty.

A zatem,cieszmy się jeszcze darami lata.



"Jabłuszko rumiane,jak ja cię dostanę?
Wysokoś mi siadło, żebyś mi tu spadło".



Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Fanatyczni właściciele psów, leczcie się.

sobota, 22 sierpnia 2009 14:50
 

        Ostatnio spotkał mnie  dość nieprzyjemny incydent. Idąc przez  skwer w moim  mieście,  zauważyłam, że z przeciwnej strony biegnie w moim kierunku byczy wilczur, a jakieś  dziesięć metrów za nim, powolnym krokiem idzie jego właściciel. Wszystko wskazywało na to, iż psisko zostało wypuszczone na luzaka, lecz po kilku sekundach okazało się, że jednak pędzi na bardzo długiej smyczy i bez kagańca. Pomyślałam…skoro  właściciel w taki sposób spaceruje ze swoim pupilem, zapewne jest dobrze ułożonym i niegroźnym dla otoczenia czworonogiem. I w tym momencie moje myśli przerodziły się w ogromne przerażenie. Wilczur dobiegłszy do mnie, warknął złowieszczo, a ja chodu…  prosto  przez klomb kwiatowy, aż zatrzymałam się na słupie latarni, która nocną porą  oświetla skwer, oraz dodaje uroku młodym, obściskującym się na ławeczkach posadowionych wokół skweru.

    Przyklejona do słupa latarni, czekałam już tylko na najgorsze. Pies założył mi przednie łapska na ramiona i w takim uścisku trwaliśmy do przyjścia pana psiarza. Kątem oka zauważyłam na jego twarzy szeroko rozlany uśmiech, a w jego oczach  jakąś dziwną satysfakcję. Tymczasem wilk zaczął mnie lizać po twarzy, co wcale nie było przyjemne.  Przecież nie wiedziałam, czy za chwilę nie zmieni decyzji i nie zechce wypróbować na mnie swojego uzębienia. Szybko zebrała się grupa ludzi, zaczęli przywoływać owego pana do porządku, a ten nie mając innego wyjścia, skrócił smycz i w ten sposób zostałam wyzwolona z objęć wilczura. Na sflaczałych nogach wyszłam na pewniejszy grunt, czyli dołączyłam do osób linczujących słownie właściciela psa.

     Kolejny raz sprawdziło się nie tylko moje spostrzeżenie, że jeśli  zwrócisz uwagę fanatycznemu psiarzowi na temat jego ubóstwianego czworonoga, to gotów cię zastrzelić ( za pomocą zaprzyjaźnionego myśliwego), z zimną krwią i nawet mu ręka nie zadrży. Czego ja nie usłyszałam! A to, że ludzie są źli, bo nie kochają psów. A to, że  takich ludzi  powinno się bez skrupułów poddawać eutanazji. A to… Nie rozumiem, skąd wzięło się  twierdzenie, że ludzie lubiący psy są dobrzy, a nie lubiący – źli. Znam mnóstwo przykładów, że tak nie jest. Fanatyczni psiarze nienawidzą wręcz wszystkich, którzy proszą ich o minimum kultury i poszanowania.

     Odróżniam ludzi lubiących i posiadających psy od fanatycznych psiarzy. Ludzi, którzy lubią i  zwierzęta i drugiego człowieka.


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

kiwanie...

piątek, 21 sierpnia 2009 14:12
Kolejny raz moja naiwność i dobre serce dały mi "po łapach". Cóż, nie potrafię inaczej...Po tej nauczce powinnam "posprzątać" wśród otoczenia i przekonać się, kto jest kto? Nic z tego. Znowu wyskrobuję z siebie odrobinę optymizmu - przyda się, gdy po raz kolejny milusińscy potraktują mnie jak pogotowie ratunkowe. Kiwnę im ładnie główką na "tak" i będę się dalej zastanawiać, czy miłość jest uczuciem bezinteresownym. Może kiwnę im na "nie" i upomnę się o malutkie "ocieplenie"? Od dawna czekam na taki upominek. Tymczasem, ciepło słonecznego dnia, musi mi wystarczyć.

Pozdrawiam Was słonecznie i miłego weekendu życzę... ismena.


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

bez tytułu

czwartek, 20 sierpnia 2009 11:57
*
Przygniotła mnie
nie chciałam jej
gnałam od siebie
zapominałam
Próbowałam
starałam się
zbyt wielka
była
Wróciła
tego się obawiałam
a może właśnie
- chciałam...
Nie wiem
taką to
ciężką
 - PROZĘ...

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  423 826  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: