Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


65.Rocznica Powstania Warszawskiego

piątek, 31 lipca 2009 19:44


"GDYBYŚ ZAPOMNIAŁ, IDŹ NA POWĄZKI "


Oni byli odważni sierpniem dorośleli

Wprost z objęć matek umierać szli...

Pan wplatał w wawrzyn kwiaty Warszawy

Miasto wyniósł do rangi Anioła

 

 

Gdybyś odważył się zapomnieć

Czemu nie mają sobie równych

Idź na Powązki i popatrz...

Na wczesne żniwo polskiej łąki

 

 

Na szkarłat maków stokrotki chabry

Co krok hełmami nakryte pąki

Rzędy krzyżyków - strażników prawdy

Jak z martwych powstała Warszawa

 

 

Ona dziś strojna słońcem ogorzała

Niesie śmiech młodych po Woli Ochocie

Nocą wychodzi matka rozpaczna

Szuka dzieci przepadłych.




Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Sam.............ogon

czwartek, 30 lipca 2009 9:47
      Jest prima aprilis - chociaż dla Franciszki każdy dzień jest równie dobrym pretekstem. Teraz bawi się z Lilią na strychu wśród czeredy lalek. Lilia wkrótce skończy sześć lat. Franciszka ma lat jedenaście. Jest samozwańczą opiekunką, towarzyszką zabaw i katem młodszej siostry. Lilia sama tego chce.
      Już nie przypomina dziwnego dziecka, jakim kiedyś była. Jedynym śladem dawnej jest specyficzna czujność jej ślicznych zielonych oczu, które wygladają tak, jakby były zawsze gotowe na przyjęcie głębokiej prawdy. Tę cechę szczególnie ceni sobie Franciszka. Czarne włosy Lilii nabrały kasztanowego połysku i chociaż większość małych dziewczynek i chłopców nosi teraz krótkie fryzurki, ona swoich nie ścina, tak że rozpuszczone sięgają jej pasa. Skórę ma barwy brzoskwini, mleka i miodu i nawet zimą wyglada tak, jakby ucałowało ją słońce. Jej usta są jak pączek róży, a kiedy jest czymś zaniepokojona, na czole pojawia się mały guz. Franciszka mówi, że wkrótce wyrośnie jej róg.
     Tego dnia Lilia ma na sobie krynolinę i piękną plisowaną sukienkę z jasnozielonej tafty. Ubrała się tak bez specjalnej okazji, jest po prostu słodką, kochaną Lilią, a Tatuś lubi, gdy się tak pięknie ubiera. Większość dziewcząt, dużych i małych, od dawna nie nosi ani krynolin, ani sztywnych halek - kobiety nie chcą już potykać się o te idiotyczne falbany; od końca wojny mają dużo więcej do roboty. Ale ona nie musi nic robić, musi być tylko szczęśliwa.
     Tego dnia, tak samo jak we wszystkie inne dni, jej głowę zdobi lśniąca korona francuskich warkoczy zwiniętych tak ciasno, że Lilia ma oczy jak Chinka. Za jej włosy odpowiada starsza siostra Mercedes, lecz ubiera ją i kąpie wyłącznie Franciszka. Lilia nie życzy sobie, żeby robił to ktokolwiek inny. Po prostu nie i kropka, chociaż nigdy nie wie, kiedy Franciszka powie coś niepokojacego: " Adoptowaliśmy my cię, naprawdę. Znaleźliśmy cię w kuble na śmieci. byłaś cała w obierkach". 
     Franciszka jest chuda i żylasta. I biała jak śnieg. Choć nie zawsze i nie wszędzie, bo na swoim rzymskim nosie ma pieg, a kiedy się śmieje albo knuje naprawdę coś wrednego, w jej brązowych oczach rozbłyskują odpryski zielonego szkła, nos różowieje, a na jego grzbiecie wykwita mała biała prega. Lilia obserwuje nos siostry z uwagą marynarza wypatrującego latarni morskiej. Kiedy pojawia się znajoma pręga, siostra zaraz z czymś wyskoczy.
     A co się stało z pieknymi ciemnobląd włosami Franciszki? Uległy inwazji bujnego podszytu. " Naturalnie kręcone" to tylko eufenizm. W jaskrawym słońcu można dostrzec w nich resztkę jasnej aueroli, w której kiedyś chodziła, ale tylko resztkę, ponieważ teraz na jej głowie panoszą się wszystkie możliwe odcienie rdzy i brazu. Ona też nosi warkocze, tak samo jak Mercedes i Lilia, chociaż jej warkocze wiją się eskapistycznymi lokami, które pod koniec dnia zwykle się rozplatają. Grzywkę przycina sama. 
     Mercedes już nie interesuje się lalkami, za to Lilia za nimi przepada, tak samo jak Franciszka. Franciszka wciąż ma swoje wszystkie stare lalki. Kiedy nie śpią na łóżku, ożywają na strychu. W tej chwili siedzą równym rzzędem pod tajemniczą skrzynią: Maurycy, małpka ulicznego kataryniarza, Szkarlatyna, mała dziewczynka o porcelanowej główce, Dyzenteria w welwetowej sukience, którą Franciszka modnie skróciła, Tyfus i Tężec, dwaj bliźniacy marynarze, oraz mały chłopczyk imieniem Koklusz. Franciszka miała kiedyś śliczną lalkę w balowej sukni - nazywała się Cholera - La France - ale gdzieś ją zapodziała. Na honorowym miejscu stoi tancerka flamenco. Ma na sobie szkarłatną suknię, w rękach trzyma kastaniety - to Influenca.
    Lilia uwielbia lalki siostry, ale najbardziej ze wszystkich kocha swoją Szmacianą Konwalie. Uszyła ją dla niej sasiadka, a Lilia nazwała ją tak na cześć ulubionych perfum siostry. Konwalia ma gęste, wełniane włosy, które można było wspaniale zaplatać, dopóki Franciszka ich trochę nie skróciła. Tego dnia Lilia bierze Konwalię i bez żadnego powodu odrywa jej usta. Natychmiast gorzko tego żałuje, ale cóż, jest już za póżno.
  - Zniszczyłaś ją - mówi Franciszka.
  - Nieprawda, nie zniszczyłam.
  - Zniszczyłaś. Daj, niech no spojrzę.
  - Co jej zrobisz?
  - Spróbuję ją naprawić.
  - Tylko jej nie zepsuj.
  - Już jest zepsuta.
  Lilia podaje jej lalkę.
  - Wiem. Możemy udawać, że zachorowała na trąd...
  - Nie!
  - ...ale spotkała Jezusa, który ją uzdrowił.
    Franciszka wkłada rękę do kieszeni i wyjmuje wieczne pióro. Lilia uważnie ją obserwuje, w każdej chwili gotowa pospieszyć lalce z pomocą. Franciszka spokojnie odsuwa Konwalię poza zasięg jej ręki, lecz przekrzywia ją lekko na bok, tak żeby siostra mogła śledzić misterny proces przywracania uśmiechu szmacianej faworytce. Przystępuje do pracy i śpiewa:
   - " Znałam Alę, miała lalę,/ co wciąż była chora, chora./
   Żeby pomóc lali Ali,/ poszła Ala po doktora./Doktor wzdychał,
   kręcił głową,/ kłaniał się do stóp:/ Panno Alu, lala Ali/ to już
   trup, trup, trup"*.
    - Nie! - wyje Lilia. - To nie tak!
    Franciszka zwraca jej Konwalię.
    - Już.
    - Dlaczego ma teraz niebieskie usta?
    - Bo za długo siedziała w wodzie i wargi jej zsiniały.
    - A kiedy się ogrzeje?
    - Już się nie ogrzeje.
    - Franciszko!
    - Trudno, nic na to nie poradzę - stwierdza trzeźwo Franciszka. - To ty oderwałaś jej pół twarzy. Ja ją tylko naprawiłam, to wszystko. Bez ust wygląda głupio. Niewdzięcznica z ciebie.
    Lilia wbija wzrok w Konwalię.
    - Dziękuję ci Franciszko - szepcze.
    - Masz szczęście, że się nie utopiła.
    Lilia odnajduje w sobie miejsce, w którym miłość odkrywa, że Szmaciana Konwalia jest teraz jeszcze bardziej kochana niż kiedykolwiek dotąd. Głaszcze toporną lalkę, uspokaja, tymczasem Franciszka bawi się niesfornym kosmykiem włosów.
   - Lilio - zaczyna przyjacielskim tonem, jakby chciała jej zdradzić ważną tajemnicę. - Wiesz, co jest w baraku tatusia? Bimbrownia. Bimbrownia i szwalnia ogonów. Tatuś pędzi bimber i szyje ogony.
   - Nieprawda. On szyje buty.
   - Tak? To dlaczego bimber nazywają samogonem? Bo pędzi się go szyjąc same ogony.
    - Zmyślasz.
    - Nic nie zmyślam. A ja jestem alkoholiczką, wiesz? Odkąd skończyłam sześć lat. Tylko nic nie mów Mercedes. Zaczęłam pić w dniu, kiedy się urodziłaś, i od tamtej pory codziennie ukradkiem popijam. Teraz też jestem pijana.
    Lilia nie lubi, kiedy w oczach siostry zaczynaja skrzyć się zielone iskierki. To pierwszy znak: Franciszka zaraz powie coś niedobrego.
    - Nieprawda, nie jesteś. Poczułabym zapach.
    - Ten bimber jest tak czysty, że nie ma żadnego zapachu. - Franciszka zmienia głos: umie przemawiać spokojnie i poważnie zarazem. Jest jak lekarz, mówi samą prawdę. - Obawiam się, że trzeba będzie ściąć jej głowę, szanowna pani Kowalska.
    - Tatuś by ci nie pozwolił.
    - To właśnie tatuś Jakub daje mi bimber. Jestem jego kiperem.
    - To nieprawda, sama go o to spytam.
    - Bardzo go zranisz, Lilio. Tatuś pędzi samogon tylko po to, żebyśmy mogli dostatnio żyć. A ja muszę mu pomagać. Szkoda, że wpadłam w nałóg, ale cóż, poświęciłam się dla ciebie i Mercedes. Pomyśl tylko: co by się stało, gdyby nie było nas stać na lekarza? Obcięliby ci nogę.
     Lilia wybucha płaczem.
     - Franciszko, ja nie chcę, żebyś była alkoholiczką. - Płyną łzy, ze smutku piecze ją w gardle. - Poproszę tatusia, żeby już nie dawał ci bimbru.
    - Nie płacz, nie trzeba. Co mi tam, zawsze wiedziałam, że umrę młodo.
    - Nieee! - Lilia ukrywa twarz w dłoniach, łzy przeciekają jej przez palce.
    Franciszka powoli obejmuje ją i zaczyna łagodnie kołysać.
    - Tatuś nie jest złym człowiekiem, Lilio. Tatuś bardzo nas kocha.
    Zamyka oczy i chłonie ciepły smutek siostry. Smutek rozchodzi się po jej wąskiej piersi niczym lekarstwo i ogarnia ją bezcenny spokój. Kochana Lilia. Franciszka oddycha głęboko, jej twarz się wypogadza i jest teraz gładka jak twarz młodej dziewczyny.
   - Franciszko, Lilio, gdzie jesteście? - obiad na stole...
   Mercedes nie lubi podnosić głosu. wszystko to, co jest warte powiedzenia, warto powiedzieć cywilizowanym tonem. Co oznacza, że Mercedes musi często wspinać się po schodach.
    Jej jasnobrązowe warkocze są starannie upiete w koszyczek na karku. Stójkę bluzki ozdobiła kameą, ma na sobie spódnicę z niebieskiej serży, która sięga pietnaście centymetrów za kolana. Skromność przede wszystkim. Jest szczupła, zawsze dba o postawę i wyglad. Ma dwanaście lat, niedługo skończy czterdzieści. Po śmierci siostry Katarzyny, przybyło jej pół wieku.

Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wrócisz do domu córko kochana, wrócisz...

wtorek, 28 lipca 2009 8:19
Kochanie się z nowojorczykiem, jest doświadczeniem, które obwieszcza, że nareszcie zaczął się czas teraźniejszy. Jest lato. Dla Katarzyny Teraźniejszość to nowa kraina, kraina nie podbita przez wrogów ze starych krain, ponieważ Goci i Wandale tych krain, nie wiedzą nawet, że Teraźniejszość istnieje. Lecz i tę krainę można podbić. W otaczających ją murach powstanie wyłom. Katarzyna jest za młoda, żeby o tym wiedzieć. Lecz teraz króluje lato, a ona właśnie się rodzi.

Kochanie
Kocham cię
Och
Skarbie
Tak bardzo cię kocham
Och, jak dobrze
Och

To pierwsza miłosna rozmowa. Wargom nie starcza warg, usta nie mogą nacałować się ust. Pokój tonie w niewidzialnym oceanie, który unosi łóżko wraz z kochankami i bierze ich za podmorskie rośliny:ręce nie przestają się poruszać niczym liście płynnej paproci, dłonie kołyszą się leniwie w lewo i w prawo, nie przestając pieścić ciała - witaj, ach, witaj - palce rozwieraja się i zaciskają, nozdrza nieustannie falują, chłonąc bukiet zapachów, wszystkie części ciała pulsują, wibrują, czasami gwałtownie, czasami prawie niewidocznie. Delikatne muśnięcie rozpala potrzebę jeszcze większej bliskości:przebijają powierzchnię wody - tak dobrze być w tobie - gwałtownie dyszą - tak dobrze cię w sobie mieć - wychodzą na suchy ląd - tak dobrze cię tulić - są już na pustyni - pić cię, kochanku oazy falującej w upale pod palmą:spalę się przy tobie na proch i pofrunę z wiatrem - by wreszcie odkryć ów miłosierny szczyt, by na niego wejść, by powoli stoczyć się po zboczu w leniwych rozbryzgach zimnej wody, która zrasza piasek, znowu wpaść w objęcia łagodnie rozkołysanego oceanu, lec na jego dnie i poczuć znajome muśnięcie, które ponownie rozpali całe morze.

Chcę cię
Chcę...
ja ciebie
chcę...
pragnę tak bardzo, tak bardzo
jesteś słodka
Och
Och
jak miód
kocham cię
smakujesz jak miód
kochanie

Tamtej jesieni Jakub otrzymał list:

Szanowny Panie!

Pańskiej córce grozi poważne niebezpieczeństwo.
Wiedząc, że Katarzyna pochodzi z porzadnej rodziny
i że posiadła cudowny dar cudownego głosu, uważam,
że moim obowiązkiem wobec Pana i całego świata jest bić na alarm.
Mieszka pan w innym kraju i zapewne - być może na szczęście -
obce jest panu określenie "krzyżowania się ras".
To współczesne zło osłabia tkankę naszego narodu
i teraz właśnie grozi Pańskiej córce.
Pochlebstwo i podstępne uwiedzenie usidliło ją w potrzasku
bezbożnej muzyki i rozpusty. Patrzę na to bezradnie, jestem bowiem kaleką.
Przemawiam do Pana jak ktoś, kto z własnego doświadczenia wie, że przekraczając granice wyznaczone przez naturę, Pańska córka kusi los, niszczy sobie życie i że niebawem pozostanie jej tylko jedno:ulec mrocznej bestyi drzemiącej w człowieku. Być może nie jest jeszcze za późno. Jest jeszcze młoda. Ma Pan absolutne prawo zignorować lub też potępić doniesienie osoby zupełnie Panu obcej. List ten podyktowało mi sumienie. Spełniwszy swój chrześcijański obowiązek, pozostaję z szacunkiem.
                                                      
                                                      Życzliwy

Ojciec pojechał do Nowego Jorku i ostatniego dnia wojny przywiózł córkę do domu

Przez burzliwe fale oceanu...

Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Słynne powiedzenia i przysłowia

sobota, 25 lipca 2009 10:30
Cogito,ergo sum.
(Myślę, więc jestem).
Jest to podstawowy aksjomat
w filozofii Descarte'sa (Kartezjusza),
myśliciela, filozofa i matematyka
francuskiego z XVII w.

***

Mehr Licht!
(Więcej światła!)
Tymi słowami poeta niemiecki Goethe
prosił w momencie agonii
o otworzenie okna.
Przypisywano im znaczenie przenośne.
"Więcej światła" to więcej rozumu,
prawdy, oświaty.

***

Eureka! (Znalazłem!).
Archimedes -
wielki fizyk i matematyk(III w, p. n. e. )
tym słowem dał wyraz swej radości,
kiedy odkrył (podobno w kąpieli)
prawo fizyczne mówiące,
że ciało zanurzone w cieczy,
traci tyle na ciężarze,
ile wynosi ciężar cieczy
wypartej przez to ciało.

***

Dulce et decorum est pro patria mori.
(Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę)
Jest to ustęp wiersza Horacego,
w którym zwraca się do młodych Rzymian,
radząc im, naśladować odwagę wojenną przodków.
(Sam poeta uciekł z pola bitwy pod Filippi).
Werset ten umieszczono na pomniku hetmana
Stanisława Żółkiewskigo w Żółkwi.

***

Przyszedłem, zobaczyłem. Bóg zwyciężył.
Po zwycięstwie wiedeńskim w 1683 r.
król Jan Sobieski przesłał papieżowi chorągiew turecką
z tą właśnie wiadomością.
W podobny sposób Juliusz Cezar zawiadomił senat rzymski
o pokonaniu króla Pontu Farnacesa,
ale zwycięstwo przypisał tylko sobie.

***

Słowo się rzekło, kobyła u płotu.
Przed spotkanym w drodze nieznajomym
odgrażał się Jakub Zaleski,
że jeśli król Sobieski odmówi mu łaski,
o którą jedzie go prosić, to niech jego kobyłę w ogon pocałuje.
Niedługo przekonał się, że rozmawia z samym królem.
"Jakże będzie, jeśli wójtostwa nie dostaniecie?" - zapytał król.
Szlachcic odparł: "Słowo się rzekło, kobyła u płotu!".

***

A kto im łzy powróci?
Gdy dworzanie królewscy w pewnej wsi zabrali chłopom bydło,
pokrzywdzeni udali się z płaczem do króla Jagiełły.
Na prośbę żony,  król kazał zwrócić zagrabione mienie
i wynagrodzić straty.
Jadwiga wówczas rzekła: "Zwróciłeś królu dobytek.
a kto im łzy powróci?".

***

Idź złoto do złota.
Poseł Balesława Krzywoustego przybył do Henryka V
z propozycją pokoju.
Cesarz zażądał haraczu od Polski i otworzył skarbiec,
aby pokazać, że ma czym wojować.
Wówczas poseł zdjął pierścień z palca
i rzucając go do skrzynki rzekł:
"Idź złoto do złota, my Polacy walczymy żelazem!".

***

Szkoda czasu i atłasu.
Gdy jeden z miernych poetów ofiarował królowi
Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu
wiersze napisane na atłasie, król poetę nagrodził,
ale o utworze wydał druzgocącą opinię:
"Szkoda czasu i atłasu".

***

"Dokąd idziesz?"
(Quo vadis?) - wg legendy słowa Chrystusa,
który zjawił się przed apostołem Piotrem, gdy ten uchodził z Rzymu
chcąc uniknąć męczeńskiej śmierci.

***

"Kości zostały rzucone"
Słowa Juliusza Cezara, kiedy powziąwszy decyzję,
by wbrew woli senatu wkroczyć z armią do Rzymu,
przekroczył rzekę Rubikon.

Pozdrawiam - spokojnego i pogodnego reszty weekendu życzę...:))

Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Miasteczku Niebylec i jego mieszkańcom dedykuję...

czwartek, 23 lipca 2009 8:36
Mimowolnie

Czy to ma być poemat, czy też wiersz strzelisty?
Jest takie miasteczko gdzieś na Podkarpaciu.
Zwą go Niebylec, jakby Nigdy - Przenigdy,
byłam tam przez chwilę i dostałam w spadku.

Zimową porę, jej wiersz mało zgrabny,
wiadomość, że pięćset lat mija,
gdy pierwsi Niebylec i Niebylanka w nawyk,
popadli tu właśnie rodząc kolejnego synka.

Ech góry, jak córy, rodzaj żeński nijaki,
"Jany" muzykanci, podań sto tysięcy,
dwubarwne - w zieleni i w bieli wyblakłej,
ech góry i doliny, kroków coraz więcej.

W Paryżu przy ulicy Niebyleckiej,
spotkać się wieczorem, ech, chyba to poemat,
lecz może tak właśnie powstawały wiersze,
dlatego tu wracam i oczy przecieram.

Kościół nieco zszarzał. Jan i Maria - niezmienni.
Na dzwonnicy znów usiadł mój znajomy - księżyc.
Mówią mi tylko - wracaj, zechciej przeżyć,
tę ciszę w zbliżających się pszenic.

Nasze miasteczko - trwaj przez tysiąclecia.
Otwieraj przed nami co zapomniane.
I życzmy sobie, by nie powstał poemat,
jeśli omija przygarbioną "Matkę".

Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Prezent nadziejny...

wtorek, 21 lipca 2009 18:22



Dziękuję Basiu:))*

Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Głód dzieci

poniedziałek, 20 lipca 2009 9:49
Dzieci cierpią głód:
głód chleba, który mogłyby jeść
głód rodziny, którą mogłyby kochać
głód ojczyzny, którą mogłyby szanować
głód pokoju, aby mogły spokojnie marzyć
głód lodów, aby mogły cieszyć się ich smakiem
głód przestrzeni, aby mogły się bawić
głód lalki, którą mogłyby przytulić
głód kolejki na szynach, którą mogłyby kierować
głód piłki, którą mogłyby rzucać
głód pędzelka, którym mogłyby malować
głód dziadka, aby mogły słuchać jego opowiadań
głód Boga, aby móc Go nazywać Ojcem

Każdego roku Ameryka wydaje 300 milionów dolarów
na piwo i wino.
Tyleż samo wydaje Japonia na tradycyjne ceremonie.

Każdego roku w Ameryce Południowej,
w Azji i w Afryce
tysiące dzieci szuka czegoś do zjedzenia na śmietnikach.

Czy polskie dzieci nie głodują?
Ależ tak: głodują...
Ich głód niczym nie różni się od powyższego,
ponieważ głodu nie da się zajeść statystykami.


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Fraszki nie fraszki - słowne igraszki

piątek, 17 lipca 2009 20:44
Biczownik

Cnót wszelakich gruby sznur,
co dnia kręcił w zgrzebny wór.
Potem ćwiczył żonkę, córki,
bez uszczerbku własnej skórki.

Genetyczna

Jedna panna z Pacanowa,
wciąż figlowała z Koziołkiem.
Czar zabawy prysnął,
gdy na U.S.G. wyszło,
że zadała się z "matołkiem".

Epitafium Astronoma

Nic go tak nie rajcowało,
jak nocą - niebieskie ciało.

Turyści

Szkapinom oczyska z orbit ledwo nie wylezą,
gdy do Morskiego Oka - sabarytów wiozą.

Na logikę

Wszystko bym Ci zapomniała,
gdybym pamięć postradała.

Pozdrawiam Was cieplutko
i miłego "powolniaka" życzę...:))

Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Przerwa na naprawę!

środa, 15 lipca 2009 13:01




Do naprawienia.

Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wędrowanie....

poniedziałek, 13 lipca 2009 18:36
wędrując samotnie
jak chmura jesienią zasmucona

opadam tęsknotą
na łąkę
lasu drzewo każde
z nadzieją
że choć mgły muśnieciem
ciebie spotkam

wiatru dłonią kieruję
miłością moją drżącą
oplatam choć kosmyk
ciała

szukam ciebie
do ciebie wołam

promieniem skradzionym
w oczy rażę
bo może choć tak zauważysz

tęsknotą opadam
na samo dno nieskończoności

do ciebie wołam
ciebie szukam


dreszczem ciała wędruję
by odnaleźć ciebie

by odnaleźć siebie
na niebo oczu twoich

dedykuję wszystkim, którzy tu byli, są, lub będą.

Kocham kłaść na sztalugi takie komentarze:

Smętek łąkowy

Błąka się smętek po łąkach.
To tu, to tam się przechadza.
Że wokół rój bąków krąży
- smętkowi to nie przeszkadza.
Pobłąkał się smętek dzień cały,
po łąkach, gdzie rój bąków krąży.
Już nogi mu całkiem ustały.
Do domu na obiad nie zdąży.
Więc siadłszy sobie pod wierzbą,
od bąków się zaczął oganiać,
bo gdyby nie bąki łąkowe
- posiedział by tu do śniadania.

Mam nadzieję, że od autorki pięknego wierszowanego komentarza,
otrzymam również ilustrację - smętka pod wierzbą:)
Dziękuję Ewuniu! - bajdurki.bloog.pl

                 
 
                   Smętek łąkowy - Ewa Łazowska - bajdurki.bloog.pl

Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  421 468  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: