Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Z szafy

poniedziałek, 30 czerwca 2008 12:06

leży złożona

dusza wymięta

ledwo wzruszona

w żal już wetknięta

bólem gnieciona

kropiona łzami

w szafę wtłoczona

miedzy rzeczami

kryje westchnienie

szuka wspomnienia

pieści zdziwienie

chce ocalenia

płacze nieśmiało

pragnieniem ciszy

wzięła za mało

nic już nie słyszy

 

Do Bajdureczki z miasta Łodzi

by wiedziała o co chodzi.

 

Koty i ludzie

Moje kochane koty

pożerają myszy

z głodu

Moi kochani ludzie

pożerają ludzi

z zawiści

Moje kochane koty

są drapieżnikami

pożerają myszy

ale nie pobratymców

Moi kochani ludzie

nie są drapieżnikami

nie pożerają myszy

ale swoich pobratymców

 

Hektuś na rączkach u Weroniczki,która bardzo kocha kotki

 

Kochani,na jakiś czas zawieszam prowadzenie blooga.

Przyczyny nie podaję,zbyt osobista.

Pozdrawiam serdecznie...Is.

 

                                                     


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wszyscy jesteśmy Aniołami

niedziela, 29 czerwca 2008 12:36

Obdarowani drugim człowiekiem,

lepiej widzimy -

 

Słońce i jego jasność dnia dzisiejszego.

Ziemię użyźnioną deszczem i potem.

 

Strzelistość jodeł,wskazujących nam niebo.

Piękno kwiatów,które sieje każda dobroć.

 

Rosę,która swierzością obdarza poranki.

Powiew wieczorny,falujący łany żbóż.

 

Radość dziecka,uśmiechającego się do matki.

Porywiste strumienie,spływające z gór.

 

Obdarowani drugim człowiekiem,

lepiej słyszymy -

 

Ciszę jeziora,w którym góry się przeglądają.

Śpiew ptaków i pogodny szczebiot dzieci w kołyskach.

 

Pieśń wiatru,kołyszącą nasze lasy.

Harmonię,która panuje we wszechświecie.

 

I nawet łzy,odkupujące nasze winy,

są mniej gorzkie gdy się obejmiemy.

 

Żeby pofrunąć,trzeba się objąć.

 

 

Moim bloogowym Przyjaciołom ten wiersz dedykuję...

Pozdrawiam serdecznie!Is.@)-->-->--

 


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Niebo na ziemi

piątek, 27 czerwca 2008 14:46

Z jasnego lazuru nieba

spływa łagodny spokój.

Sprowadź to piękno tu i

wpuść do domu swego.

Maluj codzienność życia

ciepłem kolorów i słów.

Przeżyte chwile ukażą

fragment dobrego obrazu.


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Stefania

piątek, 27 czerwca 2008 14:23
Przód, tył, przód, tył. Charakterystyczny dźwięk bujanego fotela, na nim siedzi Stefania starsza kobieta. Siwe loki bezwładnie spadające na czoło- jej znak rozpoznawczy. Nawet mając 85 lat, jej włosy utrzymane były w ogromnym ładzie i porządku. Zawsze taka była. Uporządkowana, sentymentalna i "grzeczna". Rzadko kiedy zrobiła coś spontanicznego.

Teraz siedziała w starym, prawie tak jak ona, bujanym fotelu. Pamięta, że dostała go od rodziców na 18-ste urodziny. Lubiła go. Może dlatego, że miała do niego sentyment i przypominał jej rodziców albo po prostu dlatego, że był wygodny. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Pamięta tylko, że wnuki chcieli jej kiedyś na gwiazdkę kupić nowy, a ten zwyczajnie wyrzucić. Nie pozwoliła na to. Płakała wtedy, że to by było prawie tak, jakby ktoś wyrzucił jej wspomnienia. W końcu pamięć już często zawodziła, niektóre wspomnienia po prostu uciekły. Tak jak czas. Ale wszyscy ją kochali. Wnuki, prawnuki, których także się dorobiła, dzieci, choć wszyscy mieli dla niej mało czasu. Nie dziwiła im się. Niby mieszkała z najmłodszą córką, ale i tak czuła się samotna. W końcu Lucia miała własne problemy. Praca w szkole zajmowała jej czas i energię. Jak wracała do domu, nie miała ochoty rozmawiać ze starszą kobietą. A Stefania czekała. Wierzyła, że za nim odejdzie z tego świata, jej córka przyjdzie i przytuli ją, tak jak kiedyś. Pocałuje w policzek i powie, że wszystko będzie dobrze. Jak wtedy, kiedy zmarł jej mąż- Waldemar.

Kochała go całym sercem. Był jej pierwszą miłością. Pamięta ciężkie czasy wojny. Zawsze byli razem, mocno trzymając się za ręce. Oni nie patrzyli na siebie, oni patrzyli w tę samą stronę. Na tym polegała ich miłość. Przetrwali bardzo dużo, bo mieli siebie, swoją miłość. Stefani ciężko było się pozbierać, jak jej Skarb zmarł 6 lat temu. Tak bardzo go kochała... Gdy był, nigdy nie czuła się samotna. Wystarczyła świadomość, że on po prostu jest. Nawet w ostatnich miesiącach jego życia, gdy paraliż objął całe ciało, gdy leżał w łóżku, nie mogąc się ruszyć, gdy nie kontaktował, nie rozumiał tego, co ona do niego mówiła, gdy przestał ją poznawać... Lecz ona była przy nim. Trzymała go mocno za rękę, patrzyła mu w oczy z tą samą miłością, co przed 50 laty. Trudno było jej się pozbierać po jego śmierci. Tym bardziej, że czuła się teraz taka samotna. Czuła się po prostu niepotrzebna. Myślała, że jest ciężarem. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że wszyscy ją bardzo kochają.

Staruszka najlepszy kontakt miała z Salusią. Była to córka jej syna- Mieczysława. Była to już 17 letnia panienka, która z każdym problemem leciała do ukochanej babci Stefuni. Czasem siadała koło niej i z kubkiem gorącego kakao w ręce i przysłuchiwała się o historiach swojej prababki. O czasach wojny i jej siostrach, które w tym czasie wyjechały do Ameryki. Od tamtej pory nie widziała już ich. Nie zadzwoniły nigdy, nie wysłały listu. A ona nie znała adresu. I czekała. 

Salusia często utożsamiała się z nią. Marzyła, aby być taką, jak ona, gdy będzie w jej wieku. Stefania wiedziała o wszystkich jej problemach, tak samo Salusia znała rozterki swojej babci. Czasami obie płakały, gdy babcia rozklejała się pod ciężarem wspomnień. A wspomnienia niekiedy bolały. Bolał sposób odbierania tego, co było kiedyś. No bo nadal pamięta rodziców, choć już nie tak dokładnie, jak kiedyś. Pamięta, jak tata brał ją na kolana, całował w czoło i mówił, że jest ona jego małą Księżniczką. Kochała ich bardzo. Niestety, oboje umarli w czasie wojny. Stefci się udało. Zaopiekowała się nią rodzina niemiecka. Rodzice oddali swoje ukochane dziecko do tych ludzi . Kochali ją i chcieli ją chronić. Dlatego poświęcili się i oddali ukochane dziecko. To, co pozostało Stefci z tamtych czasów, to dwa zdjęcia sióstr, jedno rodziców i kilka listów pisanych w tajemnicy przed niemieckimi okupantami.

*

Nagle starsza kobieta ocknęła się. Otarła łzy, które nie wiadomo kiedy, zaczęły spływać po jej policzkach. Usłyszała trzask drzwi i do pokoju wbiegł jej prawnuczek, Marcin. Miał on 4 lata i był bardzo żywiołowym dzieckiem. Przybiegł, usiadł babci na kolanach i pocałował w czoło. Zapytał swoim dziecięcym akcentem:
- Co porabiasz, babciu?
Stefania zawsze wzruszała się, jak ktoś okazywał jej miłość. Pogłaskała Marcinka po główce i spokojnie odpowiedziała:
- To samo, co przez ostatnie trzy lata. Siedzę w fotelu. Teraz akurat robiłam na drutach Twojej mamie sweterek. Ładny?

Mama Marcina była jej wnuczką. Miała na imię Gabrysia i liczyła sobie 28 lat. Stefania nie posiadała własnych pieniędzy. Emeryturę przekazywała swojej córce, Luci. W końcu u niej mieszkała i głupio było jej tak się wpraszać. Choć wiedziała, że jest tu chciana, jednak wolała dawać córce pieniądze. Jej już nie były potrzebne. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, postanowiła każdemu coś zrobić na drutach. Ciężka praca przed nią była- czworo dzieci, siódemka wnuków i trójka prawnuków.

- Ale babciu, on nie ma otworku na główkę. Ale kolor bardzo ładny.

I już Marcina nie było. Starsza kobieta uśmiechnęła się i przystąpiła znów do pracy. Wiedziała, że musi się pospieszyć, bo czas biegł. Ale nie miała już siły na pośpiech.

*

- Już 9, pora wstawać - pomyślała staruszka i ruszyła do łazienki. Po drodze spotkała Marcina. Szykował się do przedszkola. Babcia uśmiechnęła się do niego i pocałowała w policzek. Doszła do łazienki i doprowadziła się do porządku. Nogi zaczęły ją boleć, więc postanowiła usiąść w swoje stałe miejsce. Fotel zatoczył duże półkole, tak jakby chciał powiedzieć, że nie daje rady udźwignąć takiego ciężaru. Stefania poprawiła włosy i ponownie przystąpiła do pracy.

*

- Śmiejesz się, babciu, dlaczego jesteś taka szczęśliwa? - spytała Salusia, która przyszła ją odwiedzić.
- Skończyłam, kochanie, robić te sweterki. A po drugie wiem, że teraz dziadek jest koło mnie, czuję jego obecność.
- Wiem babciu, kochasz go... Nadal go kochasz... Opowiedz mi, opowiedz mi o tym, jak się poznaliście, jak to się stało ...

- Heh, naprawdę chcesz słuchać? No dobrze... Więc... Było to dokładnie 69 lat temu. Miałam wtedy 16 lat. Twój dziadek 19. Zawsze przychodził do nas rano, kiedy ja szłam do szkoły, chodziłam wtedy do liceum dla dziewcząt. On nie uczył się, przynosił mleko i uśmiechał się do mnie. Twój dziadek, kochana, był bardzo przystojnym młodzieńcem - uśmiechnęła się Stefania, a Salusia odwzajemniła uśmiech - i o czym to ja mówiłam? Aha, no tak. Pisałam w tamtych czasach pamiętnik. On wiedział, że kocham tego chłopca od dawna. Zresztą, był moim jedynym przyjacielem, spowiernikiem. Mogłam powiedzieć mu wszystko. Często jego kartki były zalewane łzami. Ale mój ojciec był surowy, nie pozwalał mi się spotykać z chłopcami. Sama wiesz, jak to było. Twój prapradziadek był podobny do Twojego ojca. Czyli wiesz, jak się sytuacja miała - kobieta pogłaskała swoją wnuczkę czule po głowie. - Ale my byliśmy uparci, zaczęliśmy się spotykać. Szybko, bo po 15 miesiącach, urodziłam mu syna. Ja byłam młoda, nie dorosłam do macierzyństwa. Miałam jakieś 17 lat. Byłam w Twoim wieku, kochanie. Niestety, w tak ciężkich warunkach i biedzie, Kazimierz szybko zmarł. Nie skończył nawet 2 miesięcy - Salusia pocałowała babcię w policzek i podała chusteczkę, aby ta otarła łzy, które niewiadomo kiedy zaczęły lecieć po jej policzku.
- Babciu, jak nie chcesz, nie mów już. Chyba Tobie wystarczy... Wiem, jak Cię to boli...
- Chcę, cieszę się, że ktoś mnie słucha. Przed śmiercią chcę, aby ktoś to usłyszał...
- Przed jaką śmiercią, babciu? Jeszcze troszkę pożyjesz, doczekasz mojego ślubu, dzieci...
- Kochana jesteś, ale nie sądzę. Nieważne. Więc o czym mówiłam...? Ano tak. Mieszkałam wtedy z rodzicami, Waldemar mieszkał w kempingu, nie miał rodziców, jak się potem dowiedziałam, zmarli na dżumę, w roku 1932, kiedy mój ukochany miał 14 lat. Ale Waldek żył i cieszył się tym, co ma. A miał niewiele... Spotykaliśmy się potajemnie, zawsze tam, nad tym stawkiem, nad Gabronem. Wiesz gdzie? Pamiętam te zakazane pocałunki, które kradliśmy sobie. Wiesz, taka młodzieńcza miłość. Takie pożądanie, zakazane uczucie. Niczym Romeo i Julia... - babcia uśmiechnęła się. - Ten wierszyk, który mi kiedyś wyrecytował:
"Ty i ja spośród tysięcy,
mocno trzymających się za ręce.
Niezwykły dzień, doniosła chwila.
I szept nieśmiały- miły, miła.
Odtąd już zawsze, razem i wszędzie
Tak musi być. I niech tak będzie."

Kocham ten wierszyk, pamiętam go do dziś. Tak samo piosenkę, która leciała, gdy rozstawaliśmy się po raz pierwszy.

"Bezbronni stoimy przy sobie, już w oczy jak dawniej nie patrząc,
nie wiemy, co począć z rękoma i słowa niewiele już znaczą,
już zmienić niczego nie można, już nawet kłamstwa są niczym...
To, co nazwałeś MIŁOŚCIĄ, jak widzisz- przestało się liczyć..."

Pamiętam też nasze łzy. To znaczy ja płakałam, on stał i patrzył się na mnie z kamienną miną. Ty nawet nie wiesz,Salusiu co ja wtedy czułam- łzy coraz mocniej leciały po jej policzkach... Ale nie chciała przerywać. - Nie znałam nawet powodu, dlaczego się rozstajemy? Dowiedziałam się po jakiś trzech tygodniach. Pamiętam, że wieszałam wtedy pranie. Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Szepnął, że kocha. Przepraszał, po prostu stwierdził, że przestraszył się odpowiedzialności. Nie dziwiłam mu się. Dużo przeżył w swoim krótkim życiu. Wtedy działo się już niedobrze. Czuć było zaczątki tego, że niedługo będzie wojna. No, ale tak się stało, że wróciliśmy do siebie - staruszka wstała i podeszła do starej gabloty. Wyciągnęła z niej stare, poniszczone zdjęcie. Stała na nim objęta, młoda para. On na oko 20 lat, przystojny. Ona z 17, młoda dziewczyna, ładna. Tak, to jej prababka z pradziadkiem. Prawdziwa miłość. Wzrok pełen miłości. - widzisz, kochanie. To my. No i tak sobie żyliśmy szczęśliwie. Cały czas spotykając się chociaż raz dziennie, w tajemnicy przed wszystkimi. Praktycznie się nie kłóciliśmy. Potem była wojna, czasy, gdy nie spotykaliśmy się w ogóle. Ja miałam wtedy 18-19 lat. Zamieszkałam u niemieckiej rodziny. Moi rodzice wtedy zginęli. Zostali zastrzeleni w nocy, we własnych łóżkach. Starsze siostry wyleciały do Ameryki w poszukiwaniu szczęścia. Nie zobaczyłam już ich nigdy. Waldek raz na dwa dni, dawał mi znak, że żyję rzucając kamieniem w moje okno. Co dwa dni, o godzinie 2.15 w nocy, czekałam na jego znak. Nie mógł się pokazywać, w końcu byli to mimo wszystko Niemcy. Tego wieczoru jednak tego nie zrobił, następnego też nie. Pamiętam, jak płakałam, pamiętam te spocone dłonie i walkę ze swoimi uczuciami. To było straszne. Ale w końcu dał znać. Trwało to przez cały okres wojny. Widzieliśmy się sporadycznie, kiedy ja wychylałam się przez okno, by ujrzeć jego zmęczoną twarz. Czasami jak miałam, zrzucałam mu jakieś kanapki, wodę. Potem w 1946 roku, gdy wojna dobiegła końca, zamieszkaliśmy razem. Pobraliśmy się i urodziłam Waldiemu drugiego syna. No i potem żyliśmy szczęśliwie. Po Zbigniewie był Mieczysław, Twój tata. Następnie Katarzyna, no i najmłodsza jest Lucia. Tak trwała ta sielanka, dopóki Twój dziadek nie zaczął chorować. Zresztą to pamiętasz, zaczęło się to wszystko 10 lat temu... Byłaś już na tyle duża, że pamiętasz chorego dziadka... - babcia Stefania spojrzała na zegarek. Było już po 21. Skarciła siebie w myślach, że tak długo przetrzymała wnuczkę, ale ta otarła łzy, które teraz leciały już swobodnie. Wzruszyła się, w końcu babci Stefani przeszłość była bardzo bujna i smutna. Prawdziwa miłość, która przetrwała czasy wojny. Pocałowała babcię i poszła do domu. Nie mieszkała daleko, zaledwie dwie ulice dalej.

Czy Stefania chciała jeszcze żyć? Nie. Nie była już na ziemi potrzebna, zrobiła to, co miała zrobić. Jej egzystencja pomału dobiegała końca. Byłoby żal jej tylko Marcinka i Salusi. Ze wszystkich wnuków i prawnuków, tylko oni okazywali jej uczucie. Dzieci też nie miały na to czasu. Szkoda było jej, że nie mogła odejść przed Waldkiem. Ale nie żałowała żadnej chwili ze swego życia. Teraz tylko chciała, aby móc zamknąć oczy i już ich więcej nie otworzyć. Chciała skończyć to, co przestało mieć sens po śmierci ukochanego. Może to było troszkę egoistyczne, ale tak niestety czuła. Była już zmęczona życiem.

*


Nazajutrz obudziła się zapłakana. Śniło jej się, że zobaczyła Waldka. Chwycił ją za dłoń i zaprosił do siebie. Stał na ciemnym tle, tak samo ciemnym, jak jej życie. Był ubrany na biało. Jak Anioł. Tak, na pewno był Aniołem. Staruszka otworzyła oczy... Rozejrzała się wokoło. Nie była w tym samym pokoju, w którym spędziła ostatnie 6 lat. Tu było inaczej, cieplej. Nagle ktoś chwycił ją za ramię. Odwróciła się i zobaczyła swojego ukochanego. Łzy zaczęły lecieć, jak nigdy. Cieszyła się bardzo, z drugiej zaś strony bała niesamowicie. Dziwne uczucie strachu i radości, pomieszanych z niepewnością, co nastąpi za chwile. Na dole zostawiła dzieci, wnuków. Salusię i Marcinka... Przecież tak bardzo ich kochała... Czyli to nie był sen ...

Zeszła na dół. Miała godzinę. Bóg jej pozwolił. Usiadła w swoim fotelu. Chciała, żeby to wszystko wyglądało naturalnie. Na zewnątrz spokój tylko pozorny, bo udawany, a w sercu zakłopotanie i niepokój. Jak zwykle przyszedł Marcinek po przedszkolu. Przywitał się z babcią wyjątkowo czule.
- Babciu, kocham Cię bardzo, bardzo mocno.
- Ja Ciebie też kocham. I jak już mnie nie będzie, to pamiętaj! Jak będziesz chciał porozmawiać, spójrz w gwiazdy. Tam na jednej z nich będę siedzieć.
- Babciu, co Ty mówisz? Kocham Cię.
I znów szybki buziak w policzek i Marcinka nie było. Babcia czekała teraz na Salusię. Dziś nie przyszła.


Odeszła i nie pożegnała się, ale czy ktoś kiedyś nie powiedział, że osoby zmarłe z niepozałatwianymi sprawami, wracają na ziemię jako duchy? Jeszcze spotka się z Salusią i całą swoją rodziną. A teraz idzie do ukochanego...

*

Przód, tył, przód, tył. Charakterystyczny dźwięk bujanego fotela. Na nim siedzi starsza kobieta. Zimna na twarzy. Nie rusza się. Oddechu już nie słychać. Stefania odeszła. Znalazła ją jej ukochana prawnuczka, z którą tak bardzo przed śmiercią Stefania chciała się pożegnać. Spotkała się ze swoim kochanym mężem. Tam, w Niebie, tak bardzo tego pragnęła.

Wtedy w radiu leciała piosenka:

"Oni mogą żyć, ale tylko razem..."

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Refleksja 9 - co z tą miłością...

czwartek, 26 czerwca 2008 13:41
Czasem błądzę, szukam. Brakuje mi tchu. Patrzę w lustro i myślę, że jestem... troszkę sympatyczna, troszkę ładna, troszkę uśmiechnięta. Typowa. Dziewczyna, nie kobieta- ciągle mi uświadamiają. Nie do  kochania-powtarzają. Nie wiedzą, że to boli.
Tkwi we mnie jak drobna drzazga...Dobrze jest być kumpelą, na którą zawsze można liczyć, do której można się przytulić, pocałować w policzek, która pocieszy i uśmiechem zagoi ranę. Ale czasem chcę przestać być herbatką z mięty, wolę być wytrawnym winem w kieliszku, które upaja i jest pożądane.
Tkwi we mnie jak drobna drzazga...Boli.
Być jak Gala dla Dalego, jak korrida dla Picassa, Thaiti dla Gaugina. Albo przynajmniej -być kochaną. La mujer para no querer? Czy tak? Kobieta nie do kochania? A jeżeli powiem, że kobieta nie potrafi niczego innego. Albo nie... potrafi wszystko- oprócz tego.
Jak poznacie miłość, gdy do Was zechce już łaskawie przyjść?
Może po bezgranicznym spokoju, które Was wypełni, albo po tym, że długo nie zapadnie noc, bo słońce ciągle będzie Was ogrzewać. I po tym, że słodko Wam bedzie w ustach, jakbyście zjedli tabliczkę czekolady. Będziecie uśmiechać się do kwiatów i drzew, wdychać wiatr i zapach burzy. Chyba tak...
Patrzę w lustro i widzę dziewczynę. Kobietę nie do kochania. Do lubienia, do przytulania. Bo kocha się wytrawne wino w kieliszku, a nie herbatę w kubeczku. Czyż nie? Kocha się intrygę, fascynację, pragnienie...A nie typową kobietę o której można powiedzieć tylko, że jest słodka i uprzejma.
Kocha się magię,a nie typowość, pensjonarskość, jakby powiedział Gombrowicz. Kocha się blask, a nie światło w oczach, jakby powiedziała Szymborska.
Nie kocha się lubienia. Zresztą, może w ogóle się nie kocha. Może miłość to wymysł poetów?
Czasami błądzę i szukam, ale mam lustro.

Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

dwie kariery

czwartek, 26 czerwca 2008 10:35

Panna Kasia od przedszkola.

marzyła o wielkich rolach.

 

Coś od wczoraj już mie bierze,

by wystapić w Big Braderze.

 

A gdy przyjdzie taka wola,

zapiszę się do Idola.

 

Nie jest ze mnie żaden cioł,

więc zaprosi mnie Tok Szoł.

 

A,że mam rozumu wiele,

to wystąpię w Audio Tele.

 

No i każdy śpiewać może,

zawyję w telewizorze.

 

Piękne uszy mam i zgryz,

więc zostanę Polski Miss.

 

Po co mi ta podstawówka,

to jest dobre dla półgłowka.

 

Niech się kształcą tylko osły,

ostatecznie poszła w posły.

2.

 

Piękna Ola od przedszkola.

chciała trafić do Opola.

 

Szukała poparcia w necie,

bo nie znała drogi przecie.

 

Jak to w wirtualu bywa,

wnet się znalazł stary wyga.

 

Sprytnie oplutł Olę w sieci,

już zanosi się na dzieci.

 

Trzeba przyznać biednej Oli,

nie wypadła z swojej roli.

 

Od Opola do przedszkola,

kroczy zapłakana Ola.

 

O co tyle ambarasu?

Nie wygonisz wilków z lasu.

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

czerwone melancholie

środa, 25 czerwca 2008 13:05

Nie krępujcie mi rąk!Ja tylko głośno marzę o czymś lepszym.

O życiu,o świecie,prawdzie.Że kłamię?tak szukam prawdy.

Kiepski z pana psychiatra,doktorze.Proszę odesłać tą ekipę z mojej rezydencji.

Pan nie widzi z kim ma do czynienia.Ja mam służbę,parę kart kredytowych,a to moja wizytówka.

Ja mogę pana do czubów wsadzić,poza tym jestem normalną facetką.

Prawdę widać za oknem.Dorodnego arbuza ćwiartują,patroszą,wyrzucając pestki, a przecież każda ma swoje miejsce w wygodnej niszy.

Pożerają kawałki.Sok czerwony,lepki spływa korytami ust.Ręce też mają brudne.

To oni potrzebują pomocy.Ja jestem zupełnie normalna.

Tylko mam wielką ochotę na kawałek arbuza.

 

 

Jestem ciekawa,jak moje melancholie uwieczniłby Salvadore Dali gdyby żył.

Jego ducha z zamkniętymi ustami można podziwiać na bloogu - liryckjeer.bloog.pl

Szczególnie polecam usta - warto...

Czyba nie oprę się pokusie pokazania tu jednego z jego dzieł.

 

           

              myślę,że to Gala - żona i muza artysty


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Mola nie widziałeś?

wtorek, 24 czerwca 2008 14:27

ludzie mają szafy różne

ta była zaczarowana

rogacza zmieniła w bałwana

gdy z hukiem drzwi rozwierał

mola przyciął non grata

i bezpiecznie odlatał...

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Rozmowy kontrolowane

poniedziałek, 23 czerwca 2008 17:58

U sąsiadów kłócą się...

U jednych głośno,że dach się podnosi,u drugich o kilka tonów niżej.

Mój rozmówca tak to skwitował:jedni mają w domu gorszego diabła,drudzy lepszego.

Widząc u mnie zdziwioną minę,zaproponował mi studiowanie Pisma Świętego,gdzie ponoć  biało na czarnym  stoi,że między tym nasieniem też są podziały,a niektórzy z nich nawet stanowiska zaszczytne piastują według zasług.Nie znam na pamięć Pisma,jednak nigdy nie słyszałam,ani nie czytałam o diabelskich stanowiskach.Oczywiście,cały czas mam na myśli Pismo Święte.Dla mnie bies to bies,a wszyscy razem do kupki wzięci - diabła warci.Zwrócenie mojej uwagi na naszych posłów,senatorów,i zasadność piastowanych przez nich stanowisk spaliła na panewce,ponieważ?

U sąsiadów znowu zaczęli się kłócić.

O dziwo,tym razem na odwyrkę.Ci z gorszym ciszej,z lepszym,głośniej.

I tym razem otrzymałam stosowne wytłumaczenie: sąsiedzi mają pootwierane okna,a te zarazy się przemieszczają...

Matko święta!Toż i u mnie okna rozwarte!

Zawarłam,coby mi któryś z gagatków do chałupy nie wleciał i jakoweś duszności mnie opanowały.Pytam mądralę czy tlenu trochę nie wpuścić,a ten z taaaką gębą na mnie...

Teraz my się kłócimy...

Przepraszam kochani,że was uraczyłam tematem o aniołach z przyprószonymi piórami.

Przecież święci w niebie garnków nie lepią - nie czarujmy się.

Pozdrawiam!!! Ismena;-)


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Lato...

poniedziałek, 23 czerwca 2008 12:57

Już lato zawitało,

Krótsze,cieplejsze noce.

 

Już blasku dniom przybywa

I pysznią się owoce.

 

Już dziewczyn pępki gołe

(I spodnie co tak nisko)

Kuszą mężczyzn wokoło -

Już kwiat paproci blisko.

 

Raźniej nam na powietrzu

Smakuje zimne piwko,

Głośniejszy każdy wieczór,

Lato na rykowisku...

 

Już kolorowe lody

Liżemy jak najęci,

Bo tuż - za naszą zgodą

Wszystko się w lecie kręci.

 

Już lato zawitało

Symptomy żaru pierwsze,

Niech serca nasze otworzą

Proszę cię lato - wierszem.


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  423 840  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: