Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mama, to najwspanialsze słowo świata

środa, 26 maja 2010 9:20




moje Mamy




Matki


 
Po zielonym ogrodzie, po pluszowych ścieżkach
Chodzą jasne kobiety niezgrabne, jak gruszki,
Mówią bajki o wróżce, która w sadzie mieszka,
I gładzą wąską ręką, napęczniałe brzuszki.

Wiatr zaprasza nasturcje w aksamitny kołys.
Po rowerach rosną kwiatki bratki, niezabudki,
Jutro będzie stu malców wesołych i gołych
Ciągnęło ociężałe, mlekiem słodkie sutki.

Kiedy słońce w arteriach przelewa się żmudnie,
Ciała kobiet są słodkie jak dojrzałe dynie.
Po zielonym ogrodzie w słoneczne południe
Chadzają chrystusowe białe gospodynie.

Bruno Jasieński

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Burze małe i duże

piątek, 21 maja 2010 10:37
Opowiadanie nie jest moją autobiografią.


Ale pada... - powiedziałam do córki, która siedziała obok mnie w samochodzie. Nie odpowiedziała. Spojrzałam na Alę kątem oka i zauważyłam, że nadal jest obrażona.

 - Zapnij pasy! - zwróciłam się do niej ostrzejszym tonem, gdy dostrzegłam, że jest niezapięta. - Jeśli zahamuję gwałtownie, polecisz na szybę...
- Będziesz wtedy zadowolona - mruknęła.
- Jak możesz tak mówić? - zapytałam zgnębiona.
Nie odpowiedziała. Obraziła się na mnie za to, że wczoraj przegoniłam z naszego mieszkania Bartka, jej chłopaka. Ale co miałam zrobić, gdy wróciwszy wcześniej do domu zastałam ich porozpinanych? Nie wiem, czy mieli zamiar "to" zrobić. Wiedziałam jedno, że ja im na to nie pozwolę. Dlatego zabrałam dzisiaj Alę do Krakowa, choć miałam jechać sama. Córka była na mnie wściekła. Nie mogła mi darować wczorajszej akcji. Krzyczała, że jestem podła i zacofana i że nigdy mi tego nie wybaczy.
- Czy ty już nie pamiętasz, jak to jest być młodym? Tobie hormony nie buzowały?
- Buzowały, ale nie w wieku szesnastu lat. Masz jeszcze czas na takie rzeczy!
Powiedziałyśmy sobie dużo niemiłych słów. Wielu z nich żałuję. Na pewno nie powinnam wyzywać jej od puszczalskich. Ale ona też trochę przeholowała. Niepotrzebnie powiedziała, że to przeze mnie odszedł od nas jej tata. To mnie zabolało. Ale Ala nie wiedziała, że ja już wystarczająco długo walczyłam o to małżeństwo. Po kilku latach wybaczania zdrad, zrozumiałam, że to nie ma sensu, a Arek szybko to wykorzystał i odszedł. Przez cały wieczór nie rozmawiałyśmy ze sobą, ale do rana minęła mi złość na córkę. Widać jednak, jej złość na mnie nie. "Trudno", westchnęłam w duchu. "Może kiedyś zrozumie, dlaczego tak postąpiłam".
Umówiłam się na ten weekend w Krakowie z Agnieszka, koleżanką ze studiów. Miałyśmy pójść do teatru, a potem pogadać jak za dawnych, dobrych lat. Deszcz się nasilał i zaczęło strasznie wiać.
- Zapnij te cholerne pasy! - warknęłam do Ali. - Nie widzisz jakie są warunki na drodze? O wypadek nietrudno.
- Wiedziałam, że to będzie udany weekend - powiedziała z ironią moja córka.
Zagotowało się we mnie, ale nie odpowiedziałam. Musiałam się skupić na prowadzeniu auta, bo pogoda z chwili na chwilę robiła się coraz gorsza. Niebo było prawie granatowe, chociaż ledwo minęła dziewiąta rano. Co jakiś czas rozjaśniały je tylko błyskawice. Słychać też było straszne grzmoty. Co gorsza, zaczął padać grad, najpierw drobny, a potem kule lodu były coraz większe. W końcu hałas spowodowany gradem był tak donośny, że nie słyszałam już odgłosów grzmotów. "Może burza przechodzi bokiem", pocieszałam się, choć ani kolor nieba, ani walące pioruny na to nie wskazywały. Zaczęłam się martwić o karoserię. Przecież tak duże kule gradu mogły ją uszkodzić.
- Zjedź gdzieś - powiedziała cicho Ala. W jej głosie wyczułam strach.
- Tu nie ma gdzie się schować - odparłam.
- Może pod wiaduktem...
Z daleka widziałam jednak, że pod najbliższym mostem stoi już kilka aut. Nasze już by się tam nie zmieściło. Musiałam więc jechać dalej.
"Może znajdzie się jakieś miejce pod następnym?..., myślałam. Na szczęście było, więc przystanęłam pod mostem. "Taki grad nie może długo trwać. Przeczekam najgorszą nawałnicę...", planowałam.
- W życiu nie widziałam takiej burzy - rzuciła Ala.
- Ja też - przyznałam. - Nic nie widać...
Wydawało się, że nie może już być gorzej, a jednak po chwili poczułam, że dzieje się coś dziwnego. Całym autem zakołysało.
- Co to było?... - szepnęła Ala.
- To chyba pęd powietrza od tej ciężarówki - powiedziałam po namyśle, obserwując mijającego nas w żółwim tępie TIR-a. Tylko to przyszło mi do głowy.
- Lepiej zjedźmy z tej autostrady - powiedziała Ala.
Akurat mijałyśmy Gliwice, mogłyśmy więc przystanąć przy jakiejś stacji benzynowej, albo przy barze. Wszędzie jednak stały samochody i trudno było znaleść wolne miejsce. W końcu znalazłam jekieś centrum handlowe, zjechałam i zaparkowałam. Potem pędem pobiegłyśmy do budynku. Kiedy dobiegłyśmy, byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Przy barze zamówiłam dla nas dwie kawy cappuccino i usiadłyśmy przy ostatnim wolnym stoliku.
Patrzyłyśmy przez okno z przerażeniem. Wprawdzie przez strugi deszczu nie było wiele widać, ale coraz częstsze błyskawice dawały co jakiś czas nieco lepszą widoczność. Na szczęście grad przestał już padać. Najgorsze były te ogłuszające grzmoty i pioruny.
Nagle usłyszałam sygnał swojej komórki. To była Agnieszka.
- Gdzie jesteście? - zapytała mnie.
- Gdzieś w Katowicach - odpowiedziałam.
- Musiałyśmy się zatrzymać przy centrum handlowym. Był straszny grad.
- Właśnie słyszałam w radiu - mówiła moja przyjaciółka. - Martwiłam się o was. Myślałam, że zawróciłyście.
- W sumie nie wiem, czy nie powinnam, a jaka jest u ciebie pogoda? - zapytałam.
- W Krakowie jest pięknie - odparła Aga.
- Może więc to jakaś lokalna burza - zaczęłam się zastanawiać. - Wiesz, Aga, poczekamy jeszcze chwilę i jak się trochę uspokoi, pojedziemy dalej - obiecałam. Rozłączyłam się i spojrzałam na córkę.
- Co robimy? - zapytałam ją. Ala wzruszyła ramionami.
- Wszystko mi jedno - odparła obrażona.
- I tak mam zmarnowany weekend.
Zatelepało mną, ale nic nie powiedziałam. Wiedziałam, o co chodzi smarkatej. Chciała wzbudzić we mnie poczucie winy.
- W takim razie jedziemy dalej - powiedziałam oschłym tonem.
Deszcz zalewał szyby, ale nawałnica jakby zelżała. Ucieszyłam się, bo już naprawdę zaczęłam myśleć, żeby zawrócić do domu.
Zadzwoniłam do mamy, by się dowiedzieć, jaka pogoda jest we Wrocławiu.
- Okropnie pada - mówiła. - Podawali, że idą burze. A jak jest w Krakowie?
- Ponoć ładnie. Na razie jesteśmy jeszcze w drodze. Burza nas złapała, musiałyśmy zjechać z autostrady. Nie martw się, najgorsze mamy już chyba za sobą. Auto  tylko ucierpiało, bo padał grad wielkości kurzych jaj - opowiadałam.
- O matko! - przeraziła się mama. - To może wy lepiej wracajcie... Przed chwilą w prognozie pogody zapowiadali, że burze idą na wschód. Ostrzegali też przed wichurami i trąbami powietrznymi...
Rozłączyłam się, spojrzałam na Alę, która unikała mojego wzroku. Nie wiedziałam co robić. Jeśli pogoda ma być taka podła, to może nie warto jechać dalej. Prowadzę od niedawna i nie jestem zbyt wprawnym kierowcą. Po namyśle postanowiłam zawrócić do domu. Zadzwoniłam tylko jeszcze do Agnieszki i poinformowałam o zmianie decyzji.
- Dopiłaś?To biegniemy do auta - powiedziałam do Ali.
Potem ruszyłyśmy w kierunku samochodu. O dziwo, te kule gradu nie wyrządziły jakichś większych szkód, zresztą nie widziałam zbyt dobrze. Tylko w trzech miejscach na masce dostrzegłam nierówności blachy, ale ile było pęknięć lakieru, trudno mi było ocenić, bo cały czas lał deszcz i może właśnie dlatego powierzchnia blachy wydawała się dość gładka.
"Sprawdzę to, jak dojedziemy do Wrocławia", stwierdziłam w duchu i postanowiłam więcej nie myśleć o aucie. " W końcu najważniejsze, że nam się nic nie stało..."
Ruszyłyśmy na zchód. Przez jakiś czas pogoda była w miarę. To znaczy dalej lało i grzmiało, ale niebo jakby się przejaśniało, przynajmniej na północy.
- Co za pogoda - odezwałam się do Ali, ale ona nadal milczała. Wkurzyłam się.
- Kiedy zakopiesz topór wojenny? - zapytałam zaczepnie. Znowu cisza.
- Czy ty nie rozumiesz, że postąpiłaś źle, co ja mówię, strasznie głupio?! Ala nie odezwała się ani słowem.
- Dobrze, chcesz ze mną wojny, to będziesz ją miała! - podniosłam głos i spojrzałam na córkę wściekła.
I wtedy dostrzegłam, że ona z otwartymi ustami wpatruje się w jakiś punkt po prawej stronie drogi. Popatrzyłam w tym samym kierunku i zamurowało mnie. Kilkaset metrów przed nami zebrała się ogromna, granatowoczarna chmura. Miała zadziwiający kształt, bo jej dolna część dotykała ziemi.
- Mamo... - Czy to nie jest przypadkiem tornado? - zapytała Ala.
- Tornado? - Skądże znowu! Przecież nie mieszkamy w Stanach - odparłam, by dodać jej otuchy. Tak naprawdę to wcale nie byłam pewna, że to, co widzimy, nie jest właśnie tornadem, albo trąbą powietrzną. Kiedy zbliżyłyśmy się, zobaczyłam, że ten wąski pasek chmury, który dotykał ziemi, wiruje. Po chwili dostrzegłam, że wokół niego lata mnóstwo drobnych przedmiotów:jakieś deski, dachówki, cegły. Dodałam gazu. Musiałam wyprzedzić trąbę albo schować się gdzieś. I wtedy przypomniałam sobie jakiś film o tornadzie, w którym pod wpływem wiatru latały w powietrzu krowy, a nawet cysterny.
- Dlaczego jedziesz tak szybko?! - krzyknęła Ala. - Zaraz wjedziemy w ten lej!
- Chcę się schować pod wiaduktem! - też musiałam krzyczeć, bo podmuchy wiatru zupełnie nas zagłuszały.
Ścigałam się z czasem i z wiatrem, który wiał nam prosto w maskę. Cisnęłam gaz do dechy, a mimo to wskazówka prędkościomierza ledwie przekroczyła osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Pożałowałam decyzji o powrocie. "Gdybym dalej jechała na wschód, nic by się nam nie stało", myślałam wściekła na siebie.
A jednak zdążyłyśmy dojechać pod most. Przystanęłam za jakimiś dwoma autami, włączyłam światła awaryjne i czekałam. Obie z Alą patrzyłyśmy ze zgrozą, jak idzie na nas granatowy lej trąby powietrznej. Miałam nadzieję, że wiadukt trochę wychamuje jego siłę.
Nagle trąba powietrzna wykonała zwrot, tak jakby chciała obejść most, naszą jedyną zasłonę! Prześliznęła się po drodze na wiadukcie i uderzyła w nas z boku.
- Mamo, przepraszam... - usłyszałam jakby z zaświatów głos Ali i ogarnęła nas ciemność. Nie, nie straciłam przytomności, po prostu zrobiło się tak ciemno jak w nocy. Nagle zakołysało nami, potem wydało mi się , że coś mnie unosi, to znaczy nie mnie, tylko całe auto. Popatrzyłam na córkę, ale dostrzegłam tylko błyski w jej oczach. Usłyszałam też szloch, ale nie wiedziałam, czy to ja szlocham, czy ona. To trwało ułamki sekundy i równie niespodziewanie, jak się uniosłyśmy, zaczęłyśmy opadać, a potem kilka razy przekoziołkowałyśmy, jak przy dachowaniu. Kiedy zatrzymałyśmy się, straciłam przytomność. Nie wiem, jak długo to trwało. W pewnej chwili usłyszałam jakieś sapanie i płacz dziecka. " Nie... To nie dziecko", myślałam, próbując otworzyć oczy. " To Moja Ala! Tylko dlaczego ona płacze? Może jest ranna"... "Chciałam ją uspokoić, ale nie byłam w stanie nawet otworzyć oczu.
- Mamusiu! Mamusieńku! Nie umieraj! Ja już będę mądra... Błagam cię, trzymaj się, zaraz sprowadzę pomoc - szlochała Ala. cdn...

Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Obdarowani człowiekiem

poniedziałek, 17 maja 2010 12:07

Obdarowani drugim człowiekiem,

lepiej widzimy -


Słońce i jego jasność dnia dzisiejszego.

Ziemię użyźnioną deszczem i potem.


Strzelistość jodeł, wskazujących nam niebo.

Piękno kwiatów, które sieje każda dobroć.


Rosę, która swieżością obdarza poranki.

Powiew wieczorny, falujący łany zbóż.


Radość dziecka, uśmiechającego się do matki.

Porywiste strumienie, spływające z gór.


Obdarowani drugim człowiekiem,

lepiej słyszymy -


Ciszę jeziora, w którym góry się przeglądają.

Śpiew ptaków i pogodny szczebiot dzieci w kołyskach.


Pieśń wiatru, kołyszącą nasze lasy.

Harmonię, która panuje we wszechświecie.


I nawet łzy, odkupujące nasze winy,

są mniej gorzkie gdy się obejmiemy.


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Patrz i podziwiaj...

wtorek, 11 maja 2010 23:57

Ekologiczny mam dzisiaj nastrój.
Widziałam psa bez sierści.
Konał, obżarty jakimś świństwem ze śmietniska.
Patrz, jak się to wszystko wali.
Jak betonujemy nasz świat.
I serca.

Ile nam jeszcze potrzeba lat?
Sto, dziesięć, pięć?
Ile czasu na zniszczenie?

Natura w ruinie, szajs, smród, kalectwo.
Wiesz, że jest coraz gorzej.
I co? Co robimy?


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

"Szczera prawda"

piątek, 07 maja 2010 12:47
   Wszyscy wszystko wiedzą, wszystko słyszą, wszystko widzą, a w rzeczywistości wielu widzi tylko czubek własnego powonienia.
    Najlepiej mają się plotki. Plotka plotkę goni, plotka plotkę żywi, ploty mnożą się bez samca, ploty puchną bez silikonu. Jeśli nawet która pęknie, żaden problem. Pędzą na sygnale komórki macierzyste, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wpychają zarazie bebechy do środka, zszywają rozpuszczalnymi ( w szpitalach brakuje) nićmi i plota gotowa do odlotu.
    Ledwie oczy przetrzeć zdołasz, już telefon do cię woła: - prawda to, prawda tamto? - Mówię ci, to szczera prawda - słyszałam z pewnego żródła - trajkocze (niby) szczera - prawda.
   Pewne żródło jest u źródła, a ja jeszcze nie puściłam porannego bąka - rzucam w słuchawkę, i się zastanawiam..., co włożyć do garnka.
    Żyć realną rzeczywistością, to dopiero "bajkowisko"!

Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Snuć Miłość...

wtorek, 04 maja 2010 10:24
Litografia Ducarme'a.




Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,

Rozkładąć ją jak złotą blachę, gdy się kuje

Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje

Źródło pod ziemią - W górę wiać nią, jak wiatr wieje,

Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,

Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

 

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,

A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,

A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,

Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,

A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

 

Adam Mickiewicz

1838, Laussanne


 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: