Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Puste miejsce przy stole

czwartek, 29 kwietnia 2010 9:50
     Najgorsza była Wigilia. Kiedy patrzyła na dodatkowe nakrycie, które w mniemaniu jej rodziny czekało na "niespodziewanego gościa", zbierało się jej na płacz, bo myślała o synu. Zastanawiała się, jak teraz wygląda, co robi, jaki ma głos, gesty... Kiedy jeszcze żyła jej mama, łapała ją na, jak to nazywała "smutnym spojrzeniu", powtarzała zawsze to samo: - To minie, córciu, po prostu o tym zapomnij.
     Nie wiedziała, czy w to wierzyła, być może próbowała w ten sposób zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia. Nie, nie mogła w to wierzyć, bo jak można zapomnieć o własnym dziecku?
    Trzydzieści lat temu była naiwną nastolatką z dobrego domu. Kiedy powiedziała rodzicom, że jest w ciąży, byli oburzeni i przerażeni. Jak to, córka zamożnych lekarzy z małego miasteczka, która ma iść na studia, podbić świat - będzie miała nieślubne dziecko? I to ze smarkaczem bez perspektyw?! Jej chłopak potrafił powiedzieć tylko, że "powinna usunąć to dziecko". Jej rodzice jednak na to nie pozwolili, bo byli głęboko wierzący. Ale nie chcieli też, by skandal zepsuł jej opinię.  Wysłali ją do ciotki do innego miasta, gdzie urodziła Tomka i gdzie zmuszoną ją, by go oddała do adopcji. Gdy jego nowi rodzice przyjechali do szpitala, przekradła się na korytarz, mimo że wszystko ją bolało po porodzie. Pamięta swoją ulgę, gdy zobaczyła twarz kobiety, która miała zostać matką jej dziecka. Pochyliła się nad nim z taką czułością, że pomyślała: z nią będzie mu dobrze.
    Kiedy zaczęła samodzielne życie, wielokrotnie próbowała szukać Tomka. Na studiach, przed ślubem, przed narodzinami Ewy i PIotrusia, gdy podrośli... Nadaremnie. Przy pomocy prawniczych kruczków wynajętych fachowców udało jej się nawet poznać losy swojego dziecka do chwili emigracji jego rodziców z Polski. Potem ślad się urwał. Najgorsze było to, że nikomu nie mogła o tym powiedzieć, nawet mężowi. Chciała mu wszystko wyznać przed ślubem, ale mama jej odradziła, a potem jej odwagi zabrakło. Przyjaciółkom się nie zwierzała, bała się potępienia. A ile razy próbowała porozmawiać o swoim bólu z rodzicami, tyle razy zmieniali temat. Teraz myśli, że bali się usłyszeć, że żadne życiowe sukcesy, w których przeszkodzić mogło nieślubne dziecko, nie były warte ceny, jaką musiała zapłacić...
    Całą miłość do Tomka przelała na Ewę i Piotrusia. Mimo, że strasznie ich rozpieszczała, wyrośli na udanych ludzi. Skończyli studia, założyli rodziny, w końcu została babcią ślicznej dziewczynki. Ale kiedy dzieci rosły, zawsze myślała o swoim pierworodnym. Czy zaczął tak szybko mówić, jak jego siostra? Czy ma takie same zdolności jezykowe, jak jego brat? Czy założył rodzinę? Tysiace pytań, których nie miała komu zadać.
   Dzieci dorastały, oni z mężem się kochali i szanowali. Dorobili się domu. Wszystko układało się dobrze, na nic nie mogła się skarżyć. Na nic, prócz pustki w sercu po jej pierworodnym.
   To była trzydziesta Wigilia od czasu kiedy oddała dziecko. Tym razem smutek łagodził fakt, że były to pierwsze święta z wnuczką. Nawet puste nakrycie nie wywoływało w niej tego samego co zawsze niepokoju. Dzieci z rodzinami przyszły w południe i spędzili dzień na przygotowywaniu potraw i strojeniu domu. Była wieczerza, usypianie małej, prezenty i śpiewanie kolęd - tym razem ciszej, żeby nie obudzić śpiącego w drugim pokoju niemowlaka.
    Nagle usłyszeli dzwonek domofonu. Kto mógł się zjawić tak późno w świąteczny dzień?- Niespodziewany gość - zaśmiała się jej córka. Na pytanie "kto tam"? usłyszała głos mężczyzny, który twierdził, że chce z nią porozmawiać. Wpuściła go, ale zawołała męża i syna. Otworzyła drzwi wysokiemu, przystojnemu mężczyźnie. Od razu wiedziała! Tomek! Nogi się pod nią ugięły, a za gardło złapał ją okropny szloch. Płakała jak wtedy, w szpitalu, gdy go oddawała.
     Tomek podprowadził ją do fotela. Usiadł obok. I on miał łzy w oczach. Rodzina podążyła za nimi. Tomek zaczął im wyjaśniać, że szukał jej od piętnastu lat. Przestraszyła się, najbliżsi poznawali właśnie jej najwstydliwszy sekret. Byli w szoku, ale patrzyli na nią z taką czułością...
   W końcu i oni zaczęli mówić, że całe życie czuli, iż coś ją dręczy, ale nigdy nie mogli dociec, co... Dzieci powiedziały też, że nie obwiniają ją za tamtą decyzję. Żałują tylko, że tak późno dowiedziały się o starszym bracie. Jej mąż spojrzał na nią i mocno, mocno przytulił. Płakali razem.
   Tej nocy nie mogła zasnąć. W sąsiednich pokojach po raz pierwszy spały wszystkie jej dzieci. Wierciła się w łóżku, w końcu wstała, podeszła do gościnnej sypialni i uchyliła drzwi. W smudze światła widziała twarz Tomka - spał spokojnie. Puste nakrycie nigdy już nie będzie jej potrzebne.
 
   Opowiadanie zainspirowane pogaduchami z Matką szczęśliwą.
    
    
   
  
   


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

pozazdrościć

wtorek, 27 kwietnia 2010 10:55
Nie widzę wiosny,
a przecież ona jest.
Nie słyszę ptaków,
a przecież śpiewają.
Nie czuję woni kwiecia,
a przecież pachnie.
I do tego żyję...
Pozazdrościć...

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pożegnanie

piątek, 09 kwietnia 2010 18:23
Po mnie? Cicho, sza...
Niech krzepnie zieleń, 
rozpłomienieją maki.

Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Człowiek do wymiany

czwartek, 08 kwietnia 2010 9:31
      W Gwiezdnych wojnach jeden z rycerzy przyszłości obcina drugiemu rękę. Bezręki wcale nie płacze, nie rozpacza, gdyż po walce kilka robotów odtwarza mu w pełni sprawną kończynę, wypełnioną lśniącymi układami scalonymi i kolorowym wezłem elektrycznych przewodów.
      Spiderman - inny słynny bohater filmu, a przedtem komiksu - walczy z całą plejadą ulepszonych ludzi, którzy mają kamery zamiast oczu lub karabiny maszynowe zamiast rąk. Jego główny przeciwnik, doktor Ośmiornica, dobudował sobie wysuwane z palców cztery metalowe chwytaki. Są połączone z rdzeniem kręgowym i sterowane mózgiem. Gdybyśmy umieli takie połączenia wytwarzać, porażenia kończyn byłyby uleczalne.
     Czy to tylko fantazja? Czy w naszych czasach moglibyśmy się już pokusić o urzeczywistnienie takich wizji i konstruować sztuczne oczy, narządy wewnętrzne?
      Wydaje się nam, że postęp techniczny stanowi zabezpieczenie: kiedy z naszym ciałem stanie się coś złego, będziemy mogli je odtworzyć, zastąpić czymś trwalszym, niezniszczalnym i żyć, jakby nic się nie stało. Coraz częściej reperuje się nasze ciała, używając do tego różnych produktów chemicznych. Na przykład powszechnie stosowanym w hydraulice silikonem wypełnia się kobiece piersi i wargi, a także wszczepia go do ludzkiego oka w czasie operacji zwanej witrektomią jako substytut ciała szklistego. Sztuczna soczewka może być wykonana nie tylko z silikonu, ale także z pochodnych akryli lub z tworzywa zbliżonego do pleksiglasu. Teflonu pokrywającego patelnie używa się do produkcji protez stawów biodrowych. Duże naczynia biodrowe odchodzące od aorty są robione z goreteksu, tego samego, z którego się szyje kurtki i plecaki.
    Z drugiej strony jednak wciąż boimy się przeszczepów i klonowania. Reperowanie ciała narządami pobranymi od innych ludzi wzbudza więcej emocji niż dodawanie do niego części sztucznych. W pismach medycznych spotyka się opisy przypadków psychozy wywołanej przeszczepem ręki od kogoś nieżyjącego. Osobnik dotknięty psychozą obsesyjnie wyobraża sobie, że ta obca część ciała żyje własnym życiem. Czas upływa mu na zastanawianiu się, czego ona doświadczyła, kogo i czego dotykała; czasami więc trzeba ją amputować. Nie dlatego, że odrzuciło ją ciało, lecz dlatego, że nie zaakceptowała jej psychika nowego właściciela.
     Z trudem akceptujemy protezy. Aparat słuchowy, nawet najmniejszy, kojarzy się wielu osobom z kalectwem i z tego powodu jest rzadko noszony. Ludzie raczej woleliby coś niewidzialnego lub idealnie przypominającego ludzkie ucho, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Przeszczepy narządów życiowo ważnych, takich jak nerki czy serce, nasuwają pytania, czy ciało stanowi tylko wehikuł dla duszy, i czy wolno korzystać z niego, wymontowując potrzebne komu innemu części. Kłopot sprawia również czas, w jakim należy podjąć decyzję, gdyż narządy można pobrać tylko w ciągu kilku godzin.
      Niedawno pewien amerykański okulista stworzył okulary zastępujące ludzkie oczy. W świecie medycznym zawrzało. Jego pacjent Jerry ukazał się z pęczkiem kabli wchodzących do czaszki przez wywiercony w niej otwór. Do pasa miał przyczepiony dość duży akumulator, a na nosie ciemne masywne okulary z wbudowanymi w nie kamerami. Obrazy odbierane przez mikrokamery przewodziły impulsy bezpośrednio do mózgu, z pominięciem nerwu wzrokowego, dzięki czemu Jerry widział duże przedmioty i światło zapalonego papierosa w ciemnym pokoju. Na tym jednym wynalazku, niestety, skończyło się marzenie o sztucznym oku, gdyż potem nikomu już nie udało się skonstruować niczego lepszego.
    Życie tlące się w naszych ciałach - cudownej maszynerii uruchomionej przez Pana Boga, przypadek, czy nieznaną siłę - wymyka się spod kontroli. Tkanki nie mają śrubek ani przycisków, ciągle nie wiadomo, ile mechanizmów funkcjonuje w ich głębi.
    I tu właśnie zaczyna się cud leczenia.


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zmartwychwstanie

niedziela, 04 kwietnia 2010 11:25
Obraz powstał prawie 500 lat temu,
namalował go niemiecki malarz -
Mathis Gothard, zwany Grünewald.



********

Wyschła już w piasku krew Chrystusowa,
Góra Konania świeci pustkami;
Ściągnięta z głowy gałąź cierniowa
Leży gdzieś z boku, między krzyżami.

Wznieś swoje oczy w górę, wysoko,
Tam gdzie się błękit z szarością łączy.
Zauważ Miłość nad mgły powłoką,
Miłość, co strugą do serc się sączy.

Czy widzisz ręce gwoźdźmi przebite?
Te co na krzyżu za cię cierpiały?
Z nich wytrysnęły łaski obfite,
By i Twe ręce weszły do chwały.

Przebij swym wzrokiem szatę wzorzystą,
A znajdziesz w głębi ogień miłości;
Ogień wiodący drogą przejrzystą,
Ogień wiodący do bram wieczności.

Patrz na oblicze promieniujące,
Usta, co imię twoje szeptają,
Oczy miłośnie przyzywające,
Które do siebie świat przyciągają.

Gdy się popatrzysz w prawdziwe oczy,
Spojrzyj na gołe Wzgórze Konania.
Ten znak na szczycie łzę Ci wytoczy,
Wtedy zrozumiesz cud Zmartwychwstania.

 

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  421 469  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: