Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


***

poniedziałek, 30 marca 2009 14:16

*

małpa na stosie
 - ofiara cynizmu
trzaska drzwiami w nagłym
rozbłysku świadomości
aniołowie pędzą z nieba na ziemię
pióra szarzeją na betonie
niebieskopalcy śmieją się
bezustnie cicho paskudnie
ale nadal jest okno
dookoła czterech kierunków
jak dół oprawiony w piekło


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Gorzkie żale

niedziela, 29 marca 2009 9:00

Panie
droga którą mi zadałeś
jest  trudna jak -
pierwszy krok dziecka
choć pełna znaków
chwieją się moje nogi
utykam jak - chroma
Panie
rozjaśnij mrok
pochylonego dnia
bo gorzkich żali
coraz więcej
a nie wiem czy wystarczy
byś nazwał mnie - po imieniu
gdy stanę
oko w oko

No wiesz co? Aż mnie zatkało...

... Nie żałuj tego, co za Tobą.
Idź wciąż przed siebie prostą drogą.
To, co za nami - mało się liczy,
więc po co dźwigać ten dzban goryczy?
Ciężar na barkach w żalu postaci
jeszcze nikogo nie ubogacił,
a tylko zmarszczki wyrył na czole.
Dlatego patrzeć do przodu wolę.

Buziaki!

Komentarz  od Ewy.
Dziękuję serdecznie:))


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Nasze pory życia

sobota, 21 marca 2009 8:48

Było słońce dzieciństwa
śmiejące się beztrosko.
Potem słońce młodości
ciepłe i tkliwe
Słońce dojrzałości
dla jednych łaskawe
dla innych złośliwe.
słońce w zachodzie
patrzy zza chmury,
i też nas cieszy,
choć nam już z góry

 


 i do zobaczenia za tydzień :))


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Liryk 105

piątek, 20 marca 2009 9:22
 

Nasze pory roku

 

Znużone twoje lato

i jesień moja trudna -

czy nam pozwolą patrzeć śmiało

w oblicza bogów,

w maski karłów?

 

Jakby powiedział dawny mistrz -

cała jesteś w uśmiechu skromnym

i cała w strofie wdzięcznej bardzo.

Także w obawie przed niepokojem -

cała w nadziei na zachwyt wielki.

 

A ja

słowa tylko mam kolorowe

i pragnienie

słowom niepokorne.

I dłonie,

co by cię chciały rozjaśnić i ochronić,

a nie potrafią.

 

Znużone twoje lato

i jesień moja w ściernisk zmierzchu -

nie pomagają.

Cóż, więc, to ja ci powiem?

 

                                                                                              Andrzej Stankiewicz


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

niechaj i u mnie ktoś poćwiczy mięśnie twarzy :))

czwartek, 19 marca 2009 12:37
 

Pewna Żydówka poleciła swojej służącej:    

- Rachela, idź no do jatki i zobacz, czy rzeźnik Fajwel ma cielęce nogi. Migiem!

Służąca wraca po paru minutach.

- No i co?

- Nie mogłam zobaczyć.

- Jak to: nie mogłaś?!

- Rzeźnik Fajwel ma na nogach buty.  

 

Kadydat do stanu małżeńskiego pyta szadchena Majera:

- Czy dziewczyna jest ładna?

- Ładna i bogata.

- Ile rubli ma w posagu?

- Tyle, ile lat.

- A ile ma lat?

- Dwadzieścia.

- Wie pan, panie Majer - ona jest dla mnie jeszcze za młoda.

Szadchen swata jedynaczkę małomiasteczkowego Żyda i wylicza mu zalety przyszłego zięcia - Josego.

- Młodzieniec - mówi z przejęciem szadchen - istny skarb! Żyd praworządny, majętny, uczony w Piśmie, wnuk Rabina Uszera... ma tylko jedną, jedyną, maciupcią wadę

- Cóż to za wada? - pyta zaniepokojony Żyd

- Aj, nic... tylko trochę się jąka... - waha się szadchen

- Czy zawsze? - indaguje dalej Żyd

- Ależ broń Boże! - przeraża się szadchen - tylko przy mówieniu!

 

Ksiądz i rabin spotykają się w przedziale kolejowym. W trakcie rozmowy, duchowny katolicki częstuje rabina szynką. Rabin odmawia.

- Zakon zabrania nam jeść wieprzowinę.

Ksiądz mlaska językiem:

- A szkoda! To takie dobre...

Na następnej stacji ksiądz wysiada. Żyd żegna go:

- Proszę pozdrowić małżonkę! 

Duchowny odwraca się:

- Nas, księży, obowiązuje celibat. Nie mamy żon.

Na to rabin:

- A szkoda! To takie dobre!  

 

Jankiel słynął z opowiadania uciesznych dykteryjek. Grupka Żydów skupiła się więc wokół niego, gdy przed synagogą opowiadał dowcipy. Jedynie Herszek pozostał na boku. Wtem podchodzi do niego jego przyjaciel Izmael i indaguje:

- Herszek, co ty, głupi? Jankiel takie przednie historyjki układa, a ty dąsasz się na boku? Jakże to?

Na to Herszek:

- Izmael, my się z Jankielem gniewamy. Ja się dopiero w domu będę śmiał.

 

Do rabina Zisla przychodzi raz oburzony Żyd:

- Rebe, muszę koniecznie rozwieść się z żoną!

- Dlaczegóż?

- Ona mnie okradła!

- Dowód?

- Znalazłem u niej za gorsetem mój nowy, drogi czasomierz!

Rabin popadł w zadumę.

- Czasomierz to znaczy zegar?

- Tak jest, rebe.

- A jaki to zegar? Kieszonkowy czy ścienny?

 

W chaderze mełamed egzaminuje małego Gustlika, który nijak nie może sobie przytomnieć nazw czterech stron świata.  Nauczyciel wskazuje więc na ścianę:

- Uważaj, Gustlik; tam jest północ.

- Tam jest... północ - duka Gustlik.

- A co jest po prawej ręce?

Chłopcy podpowiadają.

- Ws...chód...

- A co jest po lewej ręce?
- Za...chód...

- A co jest za tobą?

Gustlik wybucha płaczem. 

- Za mną siedzi Gecel i kłuje mnie szpilką w tyłek!

 

 

Do rabina Gesztela przychodzi zapłakana Żydówka:

- Rebe, moje dziecko ma biegunkę!

- Odmawiaj psalmy - radzi rabin.

Po dwóch dniach Żydówka ponownie przybiega do rabina.

- Rebe, moje dziecko ma obstrukcję!

- Odmawiaj psalmy - radzi spokojnie rabin.

- Ależ rebe - protestuje zrozpaczona Żydówka - przecież psalmy wywołują zaparcie!

 

Bajnysz pyta Majera::    

- Gdzie pracujesz?

- Nigdzie.

- A co robisz?

- Nic.

- Jak Boga kocham, świetne zajęcie!

- Tak, tylko ogromna konkurencja.  

 

Abram, znany żydowski pijak, zawykł zadawać pytanie:

- Czy wiesz, jacy Żydzi są najgłupsi na świecie?

- Żydzi chełmscy.

- Nie.

- A kto?

- Szynkarze.

- Dlaczego?!

- Ty sobie wyobrażasz - oni mają wódkę, a sprzedają ją innym!

 

 

Pewnego biednego Żyda poczęstowano w domu bogatego barona Rozenbauma kawałkiem świątecznej babki. Żydowi tak smakowała, że poprosił kucharkę o przepis. Kiedy więc wrócił do domu, cały podekscytowany opowiedział swojej żonie o smakołykach, jakie jedzą bogacze.

- W takim razie - powiedziała żona Żyda - daj mi przepis, a upiekę Ci taką samą.

Żyd zaczął więc dyktować:

- Bierze się dziesięc jaj...

- Aj, aj, nas na to nie stać. Wystarczą dwa.

- Funt masła...

- Masło jest za drogie!

- Niech będzie bez masła... Dalej...ćwierć kilo rodzynek...

- Aj, aj, ty masz rozum?! A bez rodzynek, myślisz, ciasta nie będzie?

- Niech będzie bez rodzynek. Funt białej mąki pszennej...

- My mamy tylko czarną.

- Niech będzie czarna... To wszystko wkłada się do formy i piecze w piekarniku.

- Nie mamy ani formy, ani piekarnika. Ale... upiekę babkę na gorącym popiele.

Po pewnym czasie żona z dumną miną przynosi wypiek, kosztuje, spluwa i powiada:

- Nu, że też bogacze jedzą takie paskudztwa!

 

Raz Herszel siedział zamyślony.

- O czym tak rozmyślasz? - pyta go rabin.

- O życiu pozagrobowym.

- Boisz się piekła?

- Nie. Boję się, że w raju posadzą mnie obok jakiegoś pobożnego idioty.

 

Pytano raz Szloma:

- Jak ci się powodzi?

- Dziękuję, nawet bardzo...

- Co to znaczy: nawet bardzo?

- Ja jestem bardzo głodny, a moja żona bardzo chora.

 

Podczas ślubu córki rabbiego Barucha zebrani w świątyni zaintonowali chórem psalm. Ajzyk zerwał się z ławy i zaczął gwałtownie wiązać manipulować przy chustce do nosa.

- Co ty wyprawiasz?! - ofuknął go starosta weselny.

- Zawiązuje węzełek, żeby nie zapomnieć melodii.

 

Raz nauczyciel religii wychwalał dobroć Boską:

- Jeśli jesteśmy upośledzeni, Bóg zawsze zadba, by inne nasze zmysły były doskonalsze.Na przykład ślepiec ma bardzo czuły dotyk i słuch! Ktoś ma jakieś inne przykłady?

Zgłasza się Dawidek.

- Mój tate ma prawą nogę amputowaną, ale za to lewą ma dłuższą!

 

Jankiel spotyka panią Salcie, której nie widział już parę miesięcy.

- Dzień dobry, pani Salcia! Co porabia małżonek?

- Wyjechał w interesach na tydzień.

- O,jak to dobrze! To ja dzisiaj przyjdę do pani na noc!

- Panie Jankiel!Cóż pan sobie wyobraża?! Ja nie jestem kurtyzaną!

- Pani Salcia! Kto mówi o pieniądzach?!

Nauczyciel pyta małego Gustlika:

- Pożyczyłem od Twojego ojca sto koron i po trzech miesiącach oddałem siedemnaście koron. Ile pozostałem mu dłużny?

- Sto koron - odpowiada bez wahania Gustlik.

- Aj, aj, Gustlik! Cóż to? Ty, Żyd, nie znasz się na rachunkach?!

- Ja znam się na rachunkach, ale pan psor nie zna mojego ojca!

 

Mądry i sędziwy rabin Gessel zwykł mawiać:

- Gdy choruję, idę do lekarza. Doktor musi żyć. Jak dostanę receptę, idę do aptekarza. Pigularz też musi żyć. Potem wylewam wszystkie lekarstwa do rynsztoku. Ja też muszę żyć!

 

Szlojme spotkał na ulicy dwóch przyjaciół i oznajmił im radośnie:

- Moja żona powiła mi wczoraj chłopca. Zapraszam was na chrzciny.

- Pozwól, że złożymy Ci nasze serdeczne gratulacje - odpowiada jeden z przyjaciół. - Ale gdzie ty teraz właściwie mieszkasz?

Szlojme daje im swój adres i objaśnia dokładnie:

- Gdy dojdziecie do mojego mieszkania, to zapukajcie mocno nogą w drzwi!

- Ale dlaczego nogą?

- Nu, przecież nie przyjdziecie z pustymi rękami...

 

Josel założył się o rubla, że wejdzie do chełmskiej mleczarni i zje tam dwadzieścia pięć knedli ze śliwkami.

Niestety, przecenił swoje możliwości. Wepchnął na siłę dwadzieścia knedli i musi skapitulować.

Wpatrzony melancholijnie w pięć pozostałych knedli stwierdza ze smutkiem:

- Gdybym wiedział, że tak będzie, to te knedle zjadłbym na samym początku!

 

Froim, znany z małomówności, wchodzi do fryzjera. Usłużny mistrz brzytwy zadaje kolejne pytania:

- Ostrzyc?

- Aha.

- Ogolić?

- Aha.

- Uczesać?

- Aha.

- Umyć głowę?

- Aha.

- Brylantyna?

- Aha.

- Woda kolońska?

- Aha.

- Puder?

- Aha.

- Masaż?

- Aha.

- Płaci pan dziesięć koron.

- Oho!

 

Zawodowy karciarz i szuler Abram leży na stole operacyjnym. Po założeniu maski, anestezjolog każe mu liczyć. Pacjent liczy.

- Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, walet, dama, król, as.

 

Trzech wolnomyślicieli założyło się, który z nich powie największe kłamstwo.

Pierwszy oświadczył uroczyście:

- Mesjasz przyjdzie.

Drugi oznajmił basowym głosem:

- Umarli zmartwychwstaną.

Trzeci, słysząc bluźnierstwa, rozejrzał się ze strachem i syknął:

- Cicho! Jeszcze was Bóg usłyszy!.

Oni na to:

- Wygrałeś.

 

Kramarz Izmael leży w agonii i pyta ledwo słyszalnym głosem:

- Małko, moja żono, jesteś li przy mnie?

- Jestem, mężu.

- Dwojro, moja córko, jesteś li przy mnie?

- Jestem, tate.

- Gustlik, mój synku, jesteś li przy mnie?

- Jestem, tate.

- Binem, mój bracie, jesteś li przy mnie?

- Jestem, bracie.

Konający zrywa się z łoża boleści i wykrzykuje ostatkiem sił:

- To kto, do jasnej cholery, pilnuje intersu?!

 

Do znanego żydowskiego kompozytora, Szolema Bensmana, przyprowadzono powszechnie uznawanego za geniusza młodego skrzypka. Bensman, wysłuchawszy sonaty, oświadczył rodzicom:

- Wasz syn gra jak Franciszek Liszt.

- Ależ Liszt - oponuje matka - nie był skrzypkiem!

- Pani syn również nim nie jest.

 

Zdarzyło się, iż w odwiedziny do papieża przybył naczelny Rabin.Po chwili miłej konwersacji, Rabin zauważył duży, czerwony telefon na biurku Ojca Świętego. Spytał ciekawie:

Wasza świątobliwość, do czego służy ten telefon?

- Aa - odparł papież - to bezpośrednia linia do Boga.

- A mogę skorzystać?

- Proszę, proszę - powiedział papież podsuwając Rabinowi telefon.

Po paru minutach Rabin usatysfakcjonowany odkłada aparat i ze zdumieniem patrzy na wysuwający sie rachunek z kwotą 100 euro. Rabin pyta przerażony:

- Wasza świątobliwość, jakże to, tyle kazać płacić? Aj waj!

- No - odparł papież - taka rozmowa słono kosztuje.

Parę tygodni później papież przybył w interesach do Jerozolimy i poprowadzono go do naczelnego Rabina. Ujrzawszy analogiczny telefon, Ojciec Święty zapytał z uśmiechem:

- Mogę skorzystać?

- Ależ, proszę, proszę - odrzekł Rabin.

Ponieważ papież miał parę ważnych kwestii do uzgodnienia, zagadał się trochę, ale po pół godzinie odłożył słuchawkę. Z aparatu wysunął się znowu rachunek, ale papież ze zdumieniem zobaczył, iż wynosi 20 centów. Zapytał więc zaskoczony:

- Jakże to, Rabinie? Tak długo rozmawiałem, a to tylko 20 centów kosztuje? Dlaczego tak tanio?!

- Ach - uśmiechnął sie Rabin - wasza świątobliwość, to rozmowa lokalna...

 

Woźnica Ajzyk Hochensztaum targuje na placu konia.

- Weź pan tego gniadego - namawia go handlarz. - Galopować to on potrafi siedem mil bez przestanku!

- A na co mię taki koń? - dziwi się Ajzyk. - Mieszkam tylko milę stąd.

 

Trzech Żydów, Lebiedź, Gustlik i Herszek zaplanowało wyjazd do Francji. Chcąc ukryć swe pochodzenie, zdecydowali przybrać francuskie imiona. Po długich debatach Labiedź orzekł:

- Ja mam świetny pomysł. Będę Lui.

- Aj, waj! - ucieszył się Gutlik - ja będę Gui.

Herszek zaś spochmurniał i mruknął:

- Ja nie jadę.

 

Dwaj Żydzi, Abram i Tewie, postanowili zapolować na zajęce. Abram rzekł, pewny swych myśliwskich umiejętności:

- Założę się, Tewie, że nie zastrzelisz ani jednego zajęca!

- A niby czemu? - spytał Tewie.

- Ponieważ - roześmiał sie Abram - twoja strzelba nie jest naładowana!

- Cóż to za mądrość? - zdziwił się Tewie - przecież zajęce o tym nie wiedzą!

 

Icek raz sprzedawał lody. Na wózku z lodami jednakowoż umieścił napis: "Żydom lodów się nie sprzedaje". Po chwili podbiegł do niego zgorszony Rabin, wołając:

- Aj waj! Icek, ty, Żyd, a jesteś antysemitą? Jakże to?!

Na to Icek pokręcił głową:

- Oj, Rebe, a tyś próbował tych lodów?

 

Pewien Żyd przychodzi na dworzec kolejowy i chcąc zapłacić za przejazd, podchodzi do odrapanej kasy biletowej.

- Dzień dobre!

- Dzień dobry!

- Chciałbym pojechać do Rabce!

- Nie do Rabce, parchu żydowski, tylko do Rabki.

- A pan był w Rabki?

- W Rabce!

- Cóż za mądrość! Toż mówię, że do Rabce!

 

 

 

Rabin Jakub poucza raz pewnego leniwego Żyda :

- Znasz li hurtownika Lajzera Herszfelda? Wyjechał w sześćdziesiątym siódmym   z Łodzi, miał tylko jedną parę podartych spodni. Teraz ma ich milion.

- Aj waj - przeraził się Żyd - Cóż ten nieszczęścik pocznie z całym milionem   podartych spodni!

 

W Żydowskiej rodzinie:

- Mosze, nie dłub babci w nosie!

- Mosze, nie targaj babci za uszy!

- Mosze, kto to widział dłubać babci w zębach?

- Mosze, przestań dźgać babcię w oczy!

- Mosze, bo zamknę wieko trumny!

 

Pięcioletni prymus chaderu, ilekroć został skarcony przez rodziców, siadał przed stołem i wybuchał rozdzierającym płaczem na dobrych parę kwadransów. Pewnego razu jednakże zdarzył się cud. Malec usiadł przed stołem, popłakał i zamilkł. Matka pyta go radośnie:

- Jankele, przestałeś płakać?

- Nie - odpowiedział malec z powagą. - Ja tylko odpoczywam.

 

Mały Icek podaje przekupce na targu słoik i prosi o nalanie śmietany.

- Płacisz pięć kopiejek - uśmiecha się sprzedawczyni do chłopca.

- Mame położyła pieniążki na dnie słoika.

 

Rabin Iwo Szloubaum, znany ze wścibstwa, indaguje raz Herszka:

- Herszek, powiedz ty mi, a właściwie kim jest twój ojciec?

- On jest chory, rebe - odpowiada Herszek.

- No, tak - przyznaje Rabin. - Ale co robi?

- Kaszle.

 

Dwóch uczniów jeszybotu dyskutuje:

- Powiedz mi, Ajzyk, co wolałbyś mieć - sześć córek czy sześć milionów?

- Co za głupie pytanie! - dziwi się Ajzyk - toć naturalnie, że sześć milionów!

- Fałszywe rozumowanie. Gdybyś miał sześć milionów, to chciałbyś mieć   więcej, lecz gdybyś miał sześć córek, to na pewno nie chciałbyś mieć więcej.

 

Szloma, spacerując po ulicach Chełma spostrzega, że jego znajomy, Abram, jedzie na damskim rowerze. Pyta zdziwiony:

- Abram, skąd u ciebie damski rower?

- Oj, oj, to długa historia, ale jak chcesz to słuchaj. Byłem wczoraj u Salcie. Zjedliśmy razem suto zakrapianą kolację. Około północy Salcie się skarży:

- Abram, tak mi gorąco!

- To zdejmij bluzkę - odpowiedziałem.

Po kwadransie.

- Abram, tak mi gorąco!

- To zdejmij kieckę - odpowiedziałem.

Po dziesięciu minutach znowu.

- Abram, mi tak strasznie gorąco!

- To zdejmij bieliznę - tak rzekłem.

A gdy tak stanęła przede mną stanęła naga, wyciągnęła ramiona i zawołała:

- Tera Abram, bierz to, czego tak pragniesz!

- No to wziąłem rower.

 

Podczas pierwszej wojny światowej jeniec niemiecki zapewnia żydowskiego dozorcę:

- Nasz cesarz Wilhelm jest wspaniały! On co dzień udaje się na front!

- Nasz car Mikołaj - replikuje Żyd - jest jeszcze wspanialszy! On się nawet nie rusza z miejsca - front sam przychodzi do niego!

 

Rozmawia dwóch Żydów:

- Mosze, pożycz yy mnie 20 złote.
- Ja się Ciebie nie pytam Icek, na co Ty chcesz pożyczyć te 20 złote. Ja sie Ciebie nie pytam Icek, czemu ode mnie Ty chcesz pożyczyć te 20 złote. Ja się ciebie Icek nie pytam nawet, kiedy ty mnie oddasz te 20 złote. Za to ja się Ciebie pytam Icek - na jaki procent?

 

Pewien żydowski student zaprzyjaźnił się w uzdrowisku z garbatym profesorem. Na odchodnym postanowił mu się zwierzyć:

- Powiem panu w zaufaniu - jestem Żydem!

Na to profesor, również szeptem:

- Powiem panu w zaufaniu - jestem garbaty!

 

Zapada zmrok. Do przechadzającego się Nuchima podbiega nieznajomy i wali go w twarz.

- Co jest? - oburza się jegomość.

- O, przepraszam. Myślałem, że to mój były wspólnik Jankiel

- To można tak od razu walić po mordzie?

- Ja pana nie rozumiem. A co pana obchodzą moje porachunki z Jankielem?

 

Ostatnie życzenie umierającej Salcie:

- Tylko mi obiecaj, że przed pogrzebem pogodzisz się z moją mamusią.

Mąż odpowiada niechętnie:

- No, dobrze. Skoro tak Ci zależy. Ale popsuje mi to całą przyjemność...

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nawrócenie

czwartek, 19 marca 2009 12:09
 

Wyrwana z ciemności - nawrócenie po śmierci Jana Pawła  II

 

       Mam 21 lat, pochodzę z Wielkiej Brytanii, z miasta  Manchester. Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej. Z radością przystępowałam do pierwszych sakramentów świętych. Jednak gdy miałam 12 lat, zaczęłam powoli zapominać większość nauki religii. W klasie, do której uczęszczałam, byłam uczennicą dobrą i spokojną. Może dlatego właśnie byłam poddawana typowanemu w szkole nękaniu przez innych. Czułam się wobec tego bezsilna. Koleżanka ze szkolnej ławki czytała  akurat książkę o urokach i czarach. Na stronie, którą  właśnie czytała, zobaczyłam zdanie o tym, jak zastosować urok, aby pokonać prześladowców   i być popularnym. Zainteresowało mnie to. Pozornie niewinny artykuł spowodował, iż zajęłam się okultyzmem. Kupowałam książki na ten temat. W jednej księgarni natrafiłam na wielki dział poświęcony New Age i okultyzmowi. Byłam zafascynowana czarami i Tajemnicą Wicca. Był to czas w moim życiu, kiedy szukałam wsparcia i odpowiedzi na pytania  dotyczące życia. Nie byłam dojrzała duchowo, stąd treści z tych książek robiły na mnie wielkie wrażenie. Na innych nastolatkach również. Dziś już wiem, że ta niebezpieczna literatura przekazuje wiele fałszywych pojęć i uprzedzeń na temat wiary katolickiej. W literaturze tej mówi się, że szatana nie ma, że to katolicy stworzyli ten mit, a szatan jest aniołem światłości. Nauczanie nastolatków, iż szatan to fikcja, jest bardzo niebezpieczne. Czytając taką literaturę, zbliżyłam się do satanizmu. Dobrze, że uroki, rytuały, które poznałam z tych książek i rzucałam na innych, nie zadziałały. Może dlatego właśnie zaczęłam się nużyć tymi rzeczami i w końcu przestałam praktykować magię. I wówczas zabrakło w mym życiu celu. Moja wiara była słaba, poraniona przez fałszywą naukę z książek New Age.

     Jednak nie zwróciłam się wtedy ku Chrystusowi natychmiast, tak, jak powinnam była to zrobić. Popadłam w agnostycyzm. Żyłam jak inni młodzi ludzie dzisiaj,  w  myśl zasady: jeśli czujesz się w porządku i nikogo nie ranisz, idź do przodu i żyj. Było to życie w czystym relatywizmie, dryfowanie bez celu, ale z powracającym w myślach pytaniem: dlaczego jesteśmy tutaj, kim jest Bóg, czy On naprawdę istnieje? Stopniowo stawałam się ateistką. Przez te ostatnie kilka miesięcy przed moim nawróceniem byłam pogrążona w całkowitej ciemności. Boże Narodzenie przeżyłam w ogromnej depresji, największej, jakiejkolwiek doświadczyłam. W nocy leżałam na łóżku nie mogąc spać, a moje serce wołało do Boga, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, i pytało: Jezu, czy Ty jesteś prawdziwy, rzeczywisty? Czy naprawdę jesteś? Czy ja po prostu umrę i to będzie mój koniec, koniec mojego życia? Już nie wierzyłam, że prawdziwa miłość istnieje, w ludziach widziałam tylko zło. Czułam się zgorzkniała i pozbawiona emocji. Jedynym uczuciem, które znajdowałam w sobie, była złość. Nikomu nie ufałam, chciałam umrzeć. Zastanawiałam się nad samobójstwem. Byłam w destrukcyjnym nastroju. Traciłam na wadze, cierpiałam fizycznie. Czułam się coraz bardziej bezsilna. Czułam, że jestem bardzo daleko od Boga. Dziś wiem, że Bóg był obok mnie w każdej chwili tego mojego doświadczenia.

     Wśród tej wielkiej ciemności zaczęło się dziać coś cudownego. W tym czasie umierał w Watykanie Papież Jan Paweł II. Nie rozumiałam, dlaczego tak wielu ludzi, zwłaszcza młodych, było zmartwionych faktem, że papież może umrzeć. Osobiście, ze względu na moją niewiarę, miałam do niego stosunek bardzo obojętny. Nie interesowałam się nim, niewiele o nim wiedziałam. Uważałam go za lidera Kościoła, w dodatku tradycjonalistę, konserwatystę. Myślałam, że zmarnował swoje życie. Nie mogłam pojąć, dlaczego w tamtym czasie tylu młodych ludzi żyło wiarą, modliło się i wyrażało tak wielką miłość do Jana Pawła II. Ja sama odnosiłam się do każdego, zwłaszcza do młodych, którzy rozpaczali z powodu jego choroby, cynicznie - wyśmiewałam każdego, kto modlił się za niego lub okazywał mu miłość.

     

     Jednak gdy usłyszałam w brytyjskiej telewizji, że papież umarł, coś mnie sparaliżowało. Do dziś nie rozumiem, dlaczego. Niespodziewanie odczułam, że coś naprawdę ważnego dla mnie się zdarzyło. Czułam, że moje serce zostało dotknięte. Zadawałam sobie pytanie, dlaczego czuję się tak zszokowana z powodu śmierci tego starszego człowieka, który przecież zbliżał się do śmierci przez ostatnie dni? Im więcej oglądałam w telewizji wiadomości o tym Janie Pawle II, tym bardziej zaczynałam interesować się tym charyzmatycznym człowiekiem. Miał wszystkie cechy osobowości, których nie mogłam znaleźć w ludziach dookoła. Był łagodny, silny, współczujący, uprzejmy i pełen miłości. Miał w oczach światło, radość - wszystko to, czego szukałam, ale myślałam, że posiadanie tego jest niemożliwe. W tamtym czasie nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale w nim naprawdę zobaczyłam odbicie Chrystusa. To nie jego słowa o Jezusie przemieniły mnie, ale ta bijąca od niego miłość. On sprawił, że mnie dotknęła. Był narzędziem Bożej miłości. Coś się we mnie zmieniło. Nadzieja wkroczyła do mego serca.

    W telewizji z napięciem oglądałam pogrzeb papieża. Z trudem powstrzymywałam łzy. Słuchałam każdego słowa z homilii ks. Kardynała Józefa Ratzingera. Zaczął słowami: "Pójdźcie za mną", jakby zwracał się do mnie osobiście. Najbardziej zapamiętałam to zdanie z homilii kardynała: " Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi w oknie Domu Ojca, widzi nas i nam błogosławi." Moje serce zadrżało, jakby sam Bóg przeszył je strzałą. Byłam w Jego posiadaniu. Chwyciłam różaniec i szlochając całowałam wizerunek Jezusa. Zrozumiałam wtedy, że zawsze tak naprawdę tęskniłam za Nim, szukałam Go, kochałam. Oto ja, siedemnastolatka, która wzrastała jako cyniczna ateistka, całowałam krzyż z miłością, szlochałam z powodu śmierci papieża, któremu nigdy dotąd nie poświęcałam uwagi. Można to wytłumaczyć tylko w świetle Bożego Miłosierdzia.


Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ludzkie anioły

środa, 18 marca 2009 9:23

Anioły z mojego dzieciństwa
Unosiły się w świetlistych kręgach
Jak piękne, nieziemskie istoty
A ich bose stopy nie dotykały ziemi

Wyrosłam z dzieciństwa,
Jak z sukienki w kwiatki
I moje anioły sprowadziłam na ziemię
Chodzą teraz przebrane w bluzki,
palta, sutanny
Przebiegają obok mnie na ulicy

W kościele słyszę ich kroki
Szurają nogami, stukają laskami
Zajmują ławki na porannej mszy
Uśmiechają się do znajomych twarzy

Moje anioły sprowadzone na ziemię
Robią zakupy, są zmęczone,
liczą niewielkie pieniądze
Ratują chorych słowem dobrym i herbatą
Śmieją się i płaczą wzruszone

W moich aniołach bije wielkie serce
Zawsze gotowe przelewać miłość
Na tych, którzy w nią zwątpili
Choćby dobrym gestem,
spojrzeniem współczującym

Chodzą w butach, często niewygodnych
I nie mogą unosić się nad ziemią
Potykają się o krzywe chodniki i trudne życie
Spieszą się, gdy wzywamy je na pomoc

Dziękuję Ci, Boże, za oczy, które widzą
Aniołów przebranych za ludzi
Dla mnie są, jak bose, piękne anioły
Z mojego dzieciństwa

                              Barbara Kacperska


Basieńko, dziękuję za wiersz anielski
Za poranne otwarcie oczu na ludzi,
dzięki którym czujemy dotyk Anioła


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kiedyś ci powiem...

wtorek, 17 marca 2009 10:45

Powiem, że cię kocham, wygladam,
żeś piękny w myślach swych złocistych,
choć mówisz - nie lubię siebie,
ale do mnie potrafisz przybyć...



Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Znalazłam Wiosnę!

poniedziałek, 16 marca 2009 10:26

Wczorajsza niedziela upłynęła pod znakiem + 11 stopni i odwiedzin milusińskich.



                           najwcześniejsze krokusiki

                         na skalniaczku

  pomimo ostatnich śniegów, trzyma się dzielnie...


                       ...ta też się trzyma...


                         i ta sobie radzi...


      w tym kierunku, chodzi na dziewczynki :)

                           złowiły myszkę


        Hektorku, nie śpij, bo cię ukradną :))

                       aaaa, już wstaję...


                     Wiosenka - Milusia

                        Emilka - pięknooka


Kacperek, Franeczek i Milusia na kolankach u siostrzyczek.

I po niedzieli.
Dziś dzionek deszczowy, ponury, ani śladu po wczorajszym ciepełku.
Pozdrawiam wiosennie@)-->-->--ismena:-]


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Moja zmarszczka

sobota, 14 marca 2009 8:18

Na jej twarzy zmarszczka jedna przy drugiej
Prześcigają się która dłuższa od której.
Ja, mówi pierwsza, powstałam wtedy,
gdy jej dzieci piszczały z biedy.
Ja, mówi druga, miedzy brwiami
Staję się głębsza, gdy zasadami
Z dzisiejszych czasów ona się kieruje.
Mnie, mówi trzecia, wiele nie brakuje
Niech się zamyśli, żłobię w jej głowie
Rów taki wielki, że nic nie powie!
Wtedy jej zdrowie, nie coś innego,
Wszystkie problemy przeważy.
Nie robię śladów na twarzy.


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  421 480  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: