Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 190 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Awantura o... bokserki :)

sobota, 27 lutego 2010 12:12

Już wróciliście? – zdziwił się mój ślubny, gdy weszłam  z dziećmi do domu. Pół godziny temu wyszłam z dziewczynkami na spacer.

-  Strasznie wiało – odpowiedziałam. – Bałam się, żeby dzieci się nie przeziębiły. A wiesz, bardzo mili są ci nowi sąsiedzi za siatką – zmieniłam temat. – Ten pan to nawet pomógł mi pchać wózek pod górkę.

- Ja ich jeszcze nie widziałem – odparł mój ślubny. – Młodzi? Starzy?

- Młodzi, tak około trzydziestki. Wyglądają na spokojnych. A jacy są w sobie zakochani… - zachwycałam się, rozbierając nasze dziewczynki. – Szłam za nimi kawałek, to widziałam, jak się trzymali za ręce i obejmowali. My też kiedyś byliśmy tacy – westchnęłam z żalem.

Ślubny tylko wzruszył ramionami.

- My już jesteśmy  piętnaście lat po ślubie – powiedział zupełnie bez sensu.

Podparłam się pod boki.

- Więc ty uważasz, że kilkanaście lat po ślubie to już nie można przeżywać żadnych uniesień?! – zaatakowałam go.

 - Kobieto, zlituj się – jęknął mój ślubny.

- Pewnie, że można. Ale pod warunkiem, że nie ma się gromadki dzieci, jak my, i nie pracuje na cały zegar, jak ja.  Zawracanie głowy. A tak w ogóle, to chciałem wyskoczyć do kolegi!

Obraziłam się. „ Ja mu zawracam głowę?!, denerwowałam się w duchu. „ Przecież sama poszłam na spacer z dziećmi, żeby on miał spokój. O co mu chodzi?!”

Zawołałam dzieciaki do kuchni i dałam im zupę. Potem zabrałam się do robienia drugiego dania. Ale wciąż byłam zła na ślubnego. Trzaskałam więc garami, żeby mój „rodzynek” wiedział, w jak podłym jestem nastroju. Po chwili chyba coś do niego dotarło, bo skruszony przyszedł do kuchni.

 - Nie złość się – powiedział proszącym tonem. –  Od dziś będzie inaczej – zobaczysz…

- Nie złoszczę się – odparłam.

- Jest mi tylko przykro.

Zapadła cisza. I nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki. Wybiegliśmy na podwórko. Krzyki dochodziły z sąsiedzkiego obejścia, na którym stał nowo pobudowany domek młodych sąsiadów.

- Ty dziwko, jak mogłaś mi to zrobić?! – słyszeliśmy wyraźnie męski głos. – Zdradzasz mnie?!

- Uspokój się! – odpowiedziała mu podniesionym głosem kobieta.

- Nie wiem skąd się to tutaj wzięło…

- Nie kłam! To pewnie twojego kochanka!

Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni. To znaczy ja byłam zdziwiona, a w oczach mojego męża dostrzegłam iskierki tryumfu. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: „ No i masz tę ich wielką miłość!” Potem krzyki stały się cichsze. Może weszli do domu. Jednak z odgłosów wnosiłam, że awantura trwała dalej, tylko już nie można było rozróżnić słów.

- Ciekawe, o co poszło gołąbeczkom – ironizował mój ślubny.

- Nie słyszałeś? O zdradę…

Po chwili kłótnia ucichła, słychać było tylko szloch kobiety  chodzącej po podwórku.

Było mi strasznie przykro z powodu nowych sąsiadów. Wyglądali na taką miłą i zakochaną w sobie parę. A tu proszę… Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl.

- To są pewnie aktorzy! – zawołałam.

 - Ćwiczą role. Pamiętasz? Opowiadałam ci kiedyś taką historię z gazety. Sąsiedzi wezwali policję, bo usłyszeli awanturę z mieszkania jakiejś pary, a potem się okazało, że oni tylko uczyli się swoich ról!

- Czy ja wiem… - zastanawiał się mój  ślubny.

- Gdyby to byli aktorzy, to ona nie płakałaby od godziny. W żadnej sztuce widzowie nie znieśliby tak długiego płaczu. No tak, ślubny miał rację.

Wyszłam na podwórko, by pozbierać ze sznurów wysuszone pranie. I wtedy zauważyłam, że brakuje kilku rzeczy. Rozejrzałam się wokoło  i znalazłam kilka ciuszków dzieci, leżących pod ogrodzeniem sąsiadów. Brakowało jednak jeszcze  ulubionych  „ gaci” mojego męża. Zaczęłam poszukiwania przez otwory siatki, na podwórku naszych sąsiadów. O zgrozo! Majtki mojego ślubnego leżały na środku ich podwórka.

- Marek! – krzyknęłam. – Pędź do sąsiadów. Wiatr zwiał twoje gacie na ich podwórko.

- Halo! Proszę pani,  - usłyszałam zapłakany głos – Czy to pani majtki?

- Tak. Moje - przytaknęłam...

Kobieta zaczęła się śmiać, i to jakoś tak histerycznie. Byłam zdezorientowana. Po chwili jednak coś mi zaczęło świtać w głowie.

 - Romek, chodź tu! – krzyknęła ku swojemu ślubnemu, - i to szybko!

- Po chwili przyszedł sąsiad.

- No i… - zapytał.

- No i nic, ty durniu! – zawołała z pasją kobieta.  – Te bokserki, o które zrobiłeś mi awanturę, należą do tej pani.

- Naprawdę? – zdziwił się sąsiad.

-  To znaczy nie do mnie, tylko  do męża – zaczęłam prostować. – Rano wywiesiłam je z praniem i widocznie wiatr zwiał…

Mężczyzna wyglądał na skruszonego.

- Jak mogłeś mnie podejrzewać o zdradę?! – mówiła zdenerwowana. – Widocznie oceniasz mnie swoją miarką! To pewnie ty masz coś na sumieniu, i dlatego myślisz, że ja cię zdradzam… - nakręcała się.

- Nie kochanie – przerwał jej. – Ja nigdy! Ty wiesz jak cię kocham. Ale te gacie podziałały na mnie jak czerwona płachta na byka. Błagam cię, wybacz mi.

Kobieta jednak wcale nie wyglądała na udobruchaną. Już chciała coś powiedzieć, gdy włożyłam palce do ust i ostro gwizdnęłam. Oboje podnieśli do góry głowy i popatrzyli na mnie zdezorientowani.

 - Dość tego! – wrzasnęłam. – Najpierw się kłócicie, bo podejrzewacie się o zdradę, a potem krzyczycie na siebie, bo sprawa się wyjaśniła. To głupie. Są lepsze sposoby na godzenie się – dodałam znacząco. Oboje roześmiali się i weszli do domu.

 -  Powinnaś być mediatorem rodzinnym… - stwierdził mój ślubny ze śmiechem.

 - Ty się nie śmiej, tylko leć i sprawdź, czy więcej twoich gaci nie pofrunęło w kosmos – rzuciłam. – Jedno rozbite małżeństwo na dzień wystarczy!

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bieda z Nędzą

środa, 24 lutego 2010 9:13

Przyszła Nędza do Biedy

tak sobie rozmawiają…

Powiedz Kumo, która z nas ma więcej?

Której dobrzy ludzie  więcej dają?

 

Bieda myśli… w końcu rzecze…

Kumo Nędzo, jakżem  Bieda,

popatrz wszerz, wzdłuż i w poprzek

- to jest moja scheda.

 

Kumo Biedo, rzecze Nędza

 - ze mnie większa Jędza.

Popatrz wzdłuż, wszerz i w poprzek

- oto moja scheda, i do tego Bieda!


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Niedzielni goście

poniedziałek, 22 lutego 2010 11:58
Wczoraj odwiedziły mnie moje dzieci z wnukami i ze swoimi połówkami.
Było gwarno, wesoło, a pod koniec odwiedzinek nawet odjazdowo:)
Publikuję kilka zdjątek moich wnucząt i reszty ferajny...

Mila i Franio, najmłodsze wnuczęta.









fotki z innego dnia

















Na wszystkich fotkach są moi milusińscy, ale na wyrywki, bowiem
kończy mi się kontko blogowe, i to jest powód, że nie umieszczam
wszystkiego, co bym chciała.

Pozdrawiam Was wiosennie, miłego tygodnia życzę... serce@)-->-->--


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Dwa oblicza

sobota, 20 lutego 2010 12:02
    Pracując nad poznaniem siebie warto pamietać, że istnieją dwa wymiary człowieka:
      a/ dzień powszedni
      b/ sytuacja krytyczna

     W dzień powszedni można się bawić w aktora, grać jakąś rolę, uchodzić za lepszego niż się jest w rzeczywistości - mieć dwa oblicza.
     Ludzie często grają. Są ułożeni, wyrachowanie grzeczni, uśmiechają się mile, świadczą pewne usługi, zwłaszcza gdy spodziewają się, że to podbuduje ich prestiż, ich autorytet. A robią to w tym celu, by mieć nieposzlakowaną opinię, by ich chwalono, nawet uważano za geniuszy.
     Natomiast sytuacja krytyczna jest bezlitosna. Sytuacja krytyczna ujawnia, kim się jest naprawdę. Sytuacja krytyczna jest doskonałym demaskatorem, stawia człowieka w reflektorze nagiej prawdy o nim. Choćby ot, taka sytuacja: Spokojny, uśmiechający się... ale gdy ktoś czy coś wyprowadzi go z równowagi, złości się, ciska epitetami, histeryzuje... słowem, koniec świata.
    Ale sytuacja krytyczna może też objawić i wielkość człowieka. Przykładów takiej wielkości ludzi, znamy na pęczki. Postanowiłam wymienić jeden z takich przykładów: W czasie aresztowania kard. Wyszyńskiego, zdarzył się taki fakt. Ks. kardynał wyszedł na dziedziniec, by odszukać dozorcę. Wówczas pies "Baca", który był na dziedzińcu, rzucił się na jednego tajniaka pilnującego Prymasa i ugryzł go. Ks. Prymas zabrał poszkodowanego do holu, by mu udzielić pomocy. Siostra przyniosła jodynę, ks. Prymas osobiście bandażował milicjanta zapewniając go, że pies jest szczepiony, zdrowy...
   Prymas Polski opatruje ranę milicjanta, który przyszedł go aresztować... Zdumiewa spokój i opanowanie aresztowanego, który nie wie co go czeka... tylko więzienie, czy może śmierć...
    Warto poznawać całą prawdę o sobie, nie tylko w wymiarze dnia powszedniego, ale i w sytuacji krytycznej. Ona nam powie prawdę. Może nie zawsze to będzie prawda przyjemna, ale będzie prawda...
    Czytałam kiedyś sensacyjną książkę pt. "Człowiek niewidzialny". Opowiada ona o pewnym człowieku, który po wielu latach próby, długich doświadczeniach i badaniach ciało swoje uczynił niewidzialnym. Ale człowiekiem pozostał nadal. Gdy chciał kontaktować się z innymi, wkładał na siebie ubranie a niewidzialną twarz zakrywał maską. Pewnego dnia wobec licznie zgromadzonych ludzi zdemaskował się. Zdjął maskę. Wszystkich ogarnęło przerażenie. Na miejscu twarzy zobaczyli pustkę. Zobaczyli wielkie "O".
   Nie możemy być ludźmi bez twarzy. Musimy być sobą. Pracujmy nad sobą i poznajmy samych siebie.

Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Popielec

środa, 17 lutego 2010 10:55



Julian Fałat, Popielec, 1881r.

Skończył się karnawał, dzisiaj przypada Środa Popielcowa, zwana niegdyś Wstępną Środą, która w kalendarzu chrześcijańskim rozpoczyna 40-dniowy okres Wielkiego Postu, przygotowujący nas do Świąt Wielkanocy. Popielec to dzień szczególny, który wprowadza nas w nastrój zadumy, powagi i refleksji.

W tym dniu podczas Mszy św. kapłan posypuje głowy wiernych popiołem, wygłaszając przy tym jedną z dwóch formuł: "Prochem jesteś i w proch się obrócisz" lub "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", co ma przypominać człowiekowi o kruchości jego życia i potrzebie pokuty.

Rytuał ten wprowadzony został ok. IV w., ale najpierw przeznaczony był wyłącznie dla osób publicznie odprawiających pokutę. W XI w. papież Urban II uczynił go obowiązującym zwyczajem w całym Kościele. Popiół do posypywania głów uzyskuje się z palm wielkanocnych, poświęconych w Niedzielę Palmową ubiegłego roku. W Środę Popielcową obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły, czyli ograniczenie ilości posiłków do trzech: jednego do syta oraz dwóch skromnych.

Mimo że Środa Popielcowa nie obliguje wiernych do uczestniczenia we Mszy Świętej i jest normalnym dniem pracy, to jednak w kościołach gromadzą się tłumy, porównywalne do tych w czasie najważniejszych świąt chrześcijańskich. Próbowano różnie tłumaczyć ten fenomen, ale najbardziej prawdopodobnym powodem popularności Popielca jest chęć zatrzymania się, wewnętrzna potrzeba wyciszenia i refleksji, aby jak najlepiej przygotować się do Świąt Wielkanocy.

No to posypmy głowę popiołem, post zacząć czas...



Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Klapa na całej linii

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:17
Neostrada świruje..., komp odstawia maniany, "wungiel" i drzewo odlatują zastraszająco, a zima? Sami popatrzcie - co wyprawia! Łobuzica jedna!

           

                      Wynoś się zarazo! A sioooooooooooooooo!





Serdecznie pozdrawiam i skutecznego odkopywania się z zasp wszystkim życzę!!!
Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Majowe Słowiki

poniedziałek, 08 lutego 2010 11:24
Wieczorne treleeeeeee



Proszę się nie śmiać z moich wypocin :)
Lepiej uśmiechnijcie się do zielonego, posłuchajcie śpiewu słowika i innych śpiewaków wieczornych.
Wiosna już siedzi na progu, zatem pozdrawiam wiosennie... śpiewająco... :)

Zapraszam.... zapraszam...
Proszę się częstować, czym chata bogata...









Na zdrowie wszystkim miłym gościom!
Dziękuję za liczne przybycie i ciepłe, z serducha płynące życzeniaserce
Dosiu, wyłaź z krzaczorów i bier się za brytfannę:)

                                 Koza dla Dosi:))



Informuję, że imieninki trwają trzy dni i ani minutki dłużej:)

Taka ci u nas tradycyja i nijak mi ją zmieniać:)

Słoneczko się wykluło, zatem pozdrawiam słonecznie...

I od nowa... częstujta się kochani!!!

Jak karnawał, to karnawał -
                                                      pączki!




Podziel się

komentarze (45) | dodaj komentarz

Kontrola

wtorek, 02 lutego 2010 14:14

        Przesłanka psychologii zewnetrznej kontroli, którą stosuje obecnie świat, jest następująca:karzmy ludzi, którzy postępują niewłaściwie - tak, aby robili to, co my uważamy za słuszne;potem nagradzajmy ich, żeby nadal robili to, co my chcemy. Przesłanka ta dominuje w myśleniu większości ludzi. Rozpowszechnienie tej metody wynika z faktu, że w pełni popierają ją ci, którzy mają władzę - urzędnicy, rodzice, nauczyciele, dyrektorzy i przywódcy religijni - którzy definiują, co dobre, a co złe. Osoby poddane ich kontroli, które w tak małym stopniu decydują o własnym życiu, akceptują kontrolę ze strony ludzi obdarzonych władzą, czerpiąc z niej pewne poczucie bezpieczeństwa.  Niestety nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że owo kontrolowanie, przymuszanie i zniewalanie wywołuje szeroko rozpowszechnione cierpienia, które się coraz bardziej nasilają.
         Cierpienia te nie słabną nie dlatego, że przemyśleliśmy gruntownie całą sprawę i doszliśmy do wniosku, że najlepiej jest kontrolować innych. Zadajemy cierpienia innym, ponieważ, jeśli ludzie nie robią tego, co my chcemy, żeby robili, jedyną metodą postępowania, jaka przychodzi nam na myśl, jest zmuszanie i drobiazgowe kontrolowanie efektów. Zmuszanie jako środek osiągania swojego celu towarzyszy niektórym od tak dawna, że uważane jest za postępowanie zgodne ze zdrowym rozsądkiem i stosuje się je bez zastanowienia. Nie interesuje ich to, skąd się ono wzięło. Nie podają w wątpliwość jego wartości.
         Jeśli kontrola zewnętrzna jest źródłem nieszczęścia, to dlaczego wybierają ją niemal wszyscy ludzie - nawet ci pozbawieni władzy, którzy tak bardzo cierpią z jej powodu? Odpowiedź jest prosta:to działa. Działa w odczuciu osób wpływowych, ponieważ często pozwala im osiągnać to, co chcą. Działa w odniesieniu do ludzi bezsilnych, ponieważ odczuwają jej skuteczność na swojej skórze i żyją nadzieją, że w końcu sami będą mogli zastosować ją wobec kogo innego. Osoby zajmujące niższe miejsca w hierarchii społecznej bardziej spoglądają w górę niż do dołu. Ci bezsilni w jeszcze większym stopniu akceptują kontrolę ze strony silniejszych właśnie dlatego, że - niezależnie od tego, jak bardzo czują się nieszczęśliwi - uważają, że nie mają innego wyboru. Wierzą ponadto, zazwyczaj słusznie, że stawianie oporu byłoby jeszcze gorsze. Tak więc, w ten czy inny sposób, większość ludzi robi wiele rzeczy, których nie chce.
     Na zakończenie, chciałam jeszcze napisać o tym, że wiara w słuszność i stosowanie kontroli zewnętrznej wyrządza szkodę wszystkim, zarówno kontrolującym, jak i kontrolowanym. A przecież istnieje coś takiego jak kontrola wewnętrzna, dzieki której, w życiu możemy wybierać.
         

Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  421 475  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: