Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 191 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wynoś się! - a siooooooooooo!

piątek, 30 stycznia 2009 16:16

Kimkolwiek jesteś, wynoś się z wnętrza mojego komputera -
chory człowieku!
Domyślam się, od kogo dostaję anonimowe sms, z pogróżkami o zlikwidowaniu mojego bloogu.
Stracę, ale cię namierzę!

Moi drodzy, tu nie chodzi o komentarze anonimowe, te od dawna ignoruję, czyli usuwam.
Jeżeli ktoś, umieszcza komentarz(durny)na cudzym bloogu i podpisuje go moim numerem IP, a ja takowego komentarza nie napisałam, to już przestaje być śmieszne.
Jeżeli ktoś przysyła mi anonimowy sms, informując, że usuwa z mojego bloogu komentarze, a ja po chwili stwierdzam, że zostały usunięte, to chyba się domyślacie o jakiego wariata tu chodzi.
Jeżeli ktoś, informuje mnie przez sms anonim, że zmiana mojego hasła nie jest dla niego(niej)żadną przeszkodą i po dwóch dniach okazuje się, że hasło zostało złamane, a poczynione szkody na moim bloogu są niebagatelne, to proszę mi zasugerować - z kim ja mam do czynienia?

Kochani, pozdrawiam Was serdecznie...serce
Miłego weekendu życzę...@)-->-->--Is.


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Lepienie

piątek, 30 stycznia 2009 10:24

Lepiej być ślepym od urodzenia
niżli postrzegać świat od niechcenia

Lepiej zasłonić oczy
gdy koło fortunę toczy

Lepiej rzucić grosz za siebie
niż z dwoma marzyć o niebie

Lepiej gospodarz orze
gdy ma pełno w komorze

Lepiej posłuchać psiego szczekania
niż fałszywego klaskania

Lepiej nakarmić wieprza do syta
nie będzie szukał cudzego koryta


Lepiej lub gorzej zawsze bywało
oby się nie zmutowało


Lepieni cd..

Lepiej być seksuologiem,
niż poetą z "niedomogiem".

Lepiej grać w otwarte karty,
bo anonim g...warty.

Lepiej już nie będę gadać.
Czas mi zatem stąd już spadać.

                autor - Bajdureczka.

Może ktoś jeszcze...

 


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Sex bez zobowiązań

czwartek, 29 stycznia 2009 12:50

Skoro jestem kobietą, odważę się poruszyć temat nieco zawoalowany,jakim jest sex bez zobowiązań.Wręcz zapytam, czy waszym zdaniem takowy sex istnieje?


Zostawmy w spokoju małżeństwa, ludzi młodych, Domy wszelakich uciech i inne miejsca zakryte dla ludzkiego wzroku, bo tu wszystko jest wiadome - tu sexu bez zobowiazań nie uświadczy.Jakie to są zobowiazania, wszyscy wiemy.


W pewnym przedziale wiekowym, jest grupa wolnych homo sapiens, która głośno krzyczy, że im się też coś od życia należy.Nie przeczę, należy się.Tu najczęściej słyszymy o sexie bez zobowiązań.Co to takiego jest? - kurka wodna!


Nie chodzi tu o wywody naukowe, te są w życiu mało przydatne.Seksuolodzy, Psycholodzy czy inni pisacze o sexie, powiedzą nam tylko tyle, ile sami wyczytają z książek pisanych przez im podobnych.W Poradniach czy innych Gabinetach, żadne z nich nie powie pacjentowi o swoich prawdziwych odczuciach,uczuciach, nie mają takiego obowiązku.


Kilka lat temu, pracowałam obok gabinetu Seksuologa, jednego z nie wielu w moim mieście speca od tych zawiłości.Między jednym a drugim pacjentem pogadywaliśmy o tym i o owym.Nie zahaczyliśmy o temat który dziś poruszam, ponieważ pan doktor kończył pięćdziesiąt pięć lat i na gwałt szukał (koniecznie młodej) żony.


Parę dni temu, na jednym z internetowych forum obserwowałam dyskusję obu płci, na temat sexu bez zobowiązań. Jeden z panów stanowczo stwierdził, że takowy sex istnieje, a nawet podał przepis na niego -
1 -  jednorazowy sex
2 - wyłączony telefon
3 - spuszczony pies
ode mnie - odlot na kolejny kwiatek


Kobieto, jeśli masz ochotę na powtórkę(może mieć) - obejdź się smakiem.
Jeśli masz ochotę na rozmowę - usłyszysz - zostaw wiadomość.
Nie zostawisz, masz na tyle rozumu, że nie będziesz rozmawiać z maszyną.
Miej na tyle rozumu, nie pozwól traktować się instrumentalnie - siadam, robię kupkę, myję dupkę i czuję się jak młody bóg.


Skoro jestem kobietą, śmiem twierdzić, że sex bez zobowiązań nie istnieje! Ci, którzy  wymyślili takie pojęcie, stwierdzenie, musieli być dobrze skompletowanymi "debilus - imbecylus" i nie mieli zielonego pojęcia o psychice kobiet.


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Frezyjkowe dywagacje

środa, 28 stycznia 2009 12:52


        

                                  
                       Frezyjce - Danusi

Gdybym była mężczyzną,
Mówiłabym: kwiatuszku, jesteś
                                                śliczna
Gdybym była mężczyzną,
Dałabym bukiet frezji,
Gdybym była mężczyzną,
Nosiłabym na rękach, całowała
                                           po oczach
Gdybym była mężczyzną,
Zabrałabym na romantyczny,
                                wieczorny spacer
Gdybym była mężczyzną,
Oddałabym swój sweter, przytuliła
                                              do siebie
Gdybym była mężczyzną,
Nie byłabym kimś, dla kogo on żyje...

         dedykuję Danusi i jej mężowi :))

                                               


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Co w sercu gra...

wtorek, 27 stycznia 2009 11:57


                  
                 
                               kfiatuszkowi  6

maluję moje marzenia
gorace jak...
dwa słońca

w tańczącym wietrze
przy muzyce
co w sercu tęsknie gra
farby soczyste jak owoc
posypię złotymi...
gwiazdami

niech prowadzą mą
symfonię barw
do światła przez
życia otwarte
ramy

dedykuję Kasi,bo smutna jest.


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dopadły mnie...

niedziela, 25 stycznia 2009 15:05

...szczepy winne upss dziwne,grypo - pochodne mutanty,całkowicie odpowiedzialne za moją pozycję - leżąco - plackową.Łoj nie wesoło.Na salicylany jestem uczulona,antybiotyk żadnemu wirusowi nie poradzi,czosnyczku,moja pani wątrobińska nie toleruje w stanie surowizny. I czym tu się kurować.Herbatka z malinek(szczególnie leśnych),harbatka z miodkiem,lipowa,dobra jest,tylko ileż tego można pić,kiedy efektu nie widać.

Zatem, mój stan medykamentowy skurczył się do "smarkatki"wielkości pół prześcieradła z mięciutkiej bawełny,drugie pół zachowałam na zaś...,miseczki z wodą i ściereczki do okładów(nie mylić z piersiami)parującej głowinki,i słupka rtęci.Co Wam będę opisywać - Ojcze Nasz krótsze jest.Ponoć prawdziwa grypa dopiero przed nami,dlatego,(jak mawia mój brat)  - " babo,rób rachunek sumienia i czołgaj się ku cmentarzowi".

Acha, trzeba otwierać okna,wtedy wirusy będą wylatywać na świat,zaś w zderzeniu z wlatującymi do mieszkania - pozabijają się na śmierć - kombinacja mojego wnuczka przedszkolaczka.

Nie dajcie się wirusom!!!


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Na kwiatach

piątek, 23 stycznia 2009 14:15

jakże ciasno
w życiu się robi od wspomnień
wychylam się przez nie
jak przez okno do ludzi

a do wnętrza wciąż wpada
nikłe światło zdarzeń knebel czasu
coraz luźniej lat pakuły ściska
czasaem się wymknie
ten czy ów
w nekrolog

na kwiatach za to
kolor się powtarza
co roku tak samo


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Idę...

środa, 21 stycznia 2009 9:10

Jest jeszcze las, jak spokój w nas,
hojny w porostach,cichy jak bas,
jest jeszcze strach w drodze do gwiazd
i mrozu dość, i drzewa blask.

Jest jeszcze piec - żarłoczny pies,
i ciepła sen,chyba to sens,
i wiatr, ech, jeszcze wiatr,
bo to, że idę, zgadł i ten drań.

Jesteś ty - piękny jak głos,
co to z oddali pisze jak wrzos,
prosisz o wiersze, proszę a proś,
jak kwiat zimowy, w kolorach gość.


dedykuję - Przyjaciołom bloogowym :))


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Ciotka Klotylda

niedziela, 18 stycznia 2009 12:26
 

Ciotka nigdy nie wstydziła się swojego wieku i może dlatego nikt o niego nie pytał. Nie można pominąć faktu, że ubierała się nieco ekstrawagancko jak na swoje lata, nie czyniła tego jednak z jakiejś chorej obsesji. Pewne stroje, które jeszcze trzymała w szafach, nierozłącznie związane były z czasami, kiedy ciotka cieszyła się niesamowitym wręcz powodzeniem. I oprócz dzieciństwa, beztroskiego i radosnego, były to niewątpliwie najszczęśliwsze lata jej życia. Trzeba bowiem wiedzieć jak wyglądała kiedyś uroda ciotki, a prezentowała się ona nadzwyczajnie. Była więc panną średniego wzrostu, niezwykle zgrabną, była drobna, ale jednocześnie kobieca. Jako dziewczyna jeszcze zwykła była nosić długi warkocz swych ciemnoblond włosów. Urodę miała typowo słowiańską. Co jednak czyniło ją tak pożądaną w gronie adoratorów, to oczy. Właściwie trudno określić, jaki miały kolor. W listach pełnych afektu, które otrzymywała od pewnego poety porównane były do bursztynu i to była chyba najtrafniejsza metafora. Barwa jej tęczówek mieniła się jak ten skarb żywiczny oglądany w półmroku, to pod słońce, a to przez zielonkawą taflę wody i kiedy podnosiła wolno swoje rzęsy mężczyźni zamierali w oczekiwaniu jakie szlaki bursztynowe tym razem przed nimi otworzy.

Tymczasem lata minęły i jak dziś dom tak i ciotka nosiła znamiona tego, że czasu jednak nie można zatrzymać. Włosy jej przybrały siwy odcień, który w pewnym sensie czynił ją jeszcze bardziej dystyngowaną i nadał dostojeństwa jej delikatnym rysom. Twarz pokryła się drobnymi zmarszczkami tu i ówdzie, ale oczy pozostały żywe jak kiedyś i rozświetlały ją na zewnątrz. Po nich poznać można było, że w tym starym ciele pozostał duch tak samo piękny jak kiedyś, bo wszystko, co młode jest przecież dobre i piękne.

"...odkąd Cię zobaczyłem nie mogę o Pannie przestać myśleć. Żywię nadzieję, że istnieje możliwość by ją poznać... ale nie na dzień i noc, ale na całą wieczność, bo dla takiej kobiety oddam siebie i swoje życie..." ciotka doszła do tych słów i uśmiechnęła się do siebie. Ileż to razy czytała podobne wyznania. A tego kawalera, z którym ledwo wymieniła grzecznościowe dzień dobry, nigdy więcej nie spotkała. Przysłał tylko ten jeden list, na który nigdy nie odpisała... Dziś lubiła wracać do tamtych chwil, kiedy nie było tygodnia by pozostała niezauważoną przez jakiegoś młodego mężczyznę.

W pewnym momencie ciotka usłyszała ruch przed domem a stuk desek podłogi na ganku tylko potwierdził jej przypuszczenia, że oto ma niespodziewanych gości. Szybko złożyła list nie doczytawszy go do końca, jakby bojąc się, że może zostać przyłapana w takiej sytuacji. Nie lubiła, bowiem, okazywać niepotrzebnie swego wnętrza i uczuć. Wrzuciła list do malutkiego kuferka zamykanego na miniaturową kłódeczkę, gdzie trzymała podobne pamiątki sprzed lat. Ledwo zdążyła to zrobić a w otwartych drzwiach pojawiała się postać...

***
 

Ciotka nie lubiła róż. Przed domem, w rozległym ogrodzie, znaleźć można było wiele gatunków roślin - od wysokich i wyglądających na wiecznie uśmiechnięte słoneczników, poprzez przyciągające wzrok swą malowniczością malwy. Ogród nie był specjalnie zadbany, gdzieniegdzie przebijał się mlecz, a nawet pokrzywa. Niektóre kwiaty zaczęły siać się same i z roku na rok wprowadzały coraz większy chaos na klombach. Mimo małego nieporządku w zagospodarowaniu, ogród robił wrażenie osobliwego, a na tle bujnej zieleni zakwitały kolejno barwy wiosny, lata i jesieni. Gdy wyszło się do niego późnym wieczorem, choć niewiele można było zobaczyć w poświacie księżyca, dało się jednak czuć ten niezwykły zapach maciejki, który najchętniej zatrzymałby przy sobie wkraczającego między rabaty na całą noc. A może nie był to tylko zapach, ale po prostu niezwykła atmosfera, udzielająca się każdemu, kto wstąpił do tego miejsca, atmosfera, która zawieszała człowieka w czasie i przestrzeni, wszelkie myśli nikły i ulatniały się wraz z olejkami eterycznymi kwiatów i zostawała tylko ciemność. Nie była ona jednakże złowieszcza, choć równie mocno potrafiła sobą otumanić. Nie przygniatała człowieka, lecz raczej przygarniała go jak zagubioną istotę, aż w końcu wszystko inne traciło sens i znaczenie, przestawało istnieć swą egzystencją spraw natychmiastowych, ważnych, nie do odłożenia „na potem".

 

Tu liczyła się tylko ona - ciemność - spełniająca nocną straż nad ogrodem i tym, co się w nim znajdowało. I dlatego każdy, kto tajemniczą porą zawitał do niej, musiał się czuć jakby dotykał nie nocy, ale jakby sam absolut zniżał się by tknąć jego. Kot, odkąd zamieszkał w domu ciotki, często odwiedzał ogród z tylko jemu znanej przyczyny. Najbardziej prozaiczna z hipotez mogłaby sugerować, że znajdował się tam z powodu myszy, gnany swoim odwiecznym instynktem przetrwania dzikiego łowcy. Gdyby jednak można było zobaczyć jego oczy, które wówczas wydawały się jeszcze większe niż były w rzeczywistości, gdyby można było spojrzeć mu wprost w duże, okrągłe jak tarcza księżyca źrenice, zyskałoby się przekonanie, że to nie zwykły kot czai się wśród klombów, ale istota posiadająca duszę, malutką kryjącą się w głębi spojrzenia Psyche. Co Ferenc robił w ogrodzie nikt wiedzieć nie mógł, ale ponieważ został przyjęty do niego niby uzupełnienie całości, kwiaty pozostając wierne tej brakująca części, milczały, zachowując wszystkie tajemnice nocy dla siebie.

***

  

W ogrodzie ciotki nie było róż. Właściwie był to kiedyś jeden z najczęściej wręczanych jej kwiatów. Dostawała róże pojedyncze, obsypywały ją bukiety, a nawet całe ich naręcza - białych, pąsowych czy herbacianych. Z tego zapewne powodu szybko jej spowszedniały, a ich urok prysł. Nie było w ich otrzymywaniu elementu zaskoczenia, wiedziała, kiedy ich się spodziewać od kolejnego wielbiciela, a nawet wymyśliła zabawę, zgadując, jakie kwiaty dostanie kolejnym razem. Przyglądała się swoim adoratorom uważnie i wiedziała, - po zachowaniu, a także ubiorze - jaką różę otrzyma. Szybko jednak kolejne afekty i wyznania przestały wzbudzać głębsze emocje.

 

Od wszystkiego istnieje jednakże wyjątek i tu ciotka, aż tak bardzo się nie różniła. Była niegdyś ta jedna i najważniejsza róża, bo pochodziła od jej pierwszej miłości, a jak wiadomo pierwsza miłość ma to do siebie, że jest wielka i szczera, ale niespełniona. Lata wprawdzie minęły, lecz tamtego uczucia i tamtej róży ciotka nie była w stanie zapomnieć, nie chciała i nie potrafiła. Jak pokazał ciotce czas, stare uczucie przetrwało, już nie w takiej sile i formie, raczej skrywając się, gdzieś w zakamarkach jej podświadomości i wychodząc na świat w czasie nostalgii i jakiejś dziwnej melancholii, w którą była skłonna popadać.

 

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

***

sobota, 17 stycznia 2009 12:04

*

w moim pokoju pogasły światła

jest coraz ciaśniej

słyszę pohukiwanie sowy

widzę pijanego niedźwiedzia

i skrzące się ślepia wilka

 

zbliża się poezja


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  421 507  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Kobieta po słonecznej stronie jesieni.
Wrażliwa, ufna, tolerancyjna.
Ma rodzinę, cieszy się wnukami.
Szanuje każde Boże stworzenie.
Żywiołowo i skutecznie reaguje na krzywdę wyrządzaną dzieciom, osobom starszym i niepełnosprawnym.
Lubi dobrą książkę, film, muzykę.
Nie przepada za osobami zarozumiałymi, wulgarnymi, złośliwymi.
Nie lubi "obczyzny"w języku polskim.
Czyli - "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

O moim bloogu

Bloog poświęcony Literaturze z dominacją Poezji mojej i innych autorów.W kategorii Owo i To, opowiadam o życiu najbliższych. Fotografuję, i mam nadzieję, że coraz lepiej.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: